Każdy radca odpowiada sam za siebie – tak można podsumować postanowienie Okręgowego Sądu Dyscyplinarnego Okręgowej Izby Radców Prawnych w Warszawie. Bo choć skarżący twierdził, że fachowiec przyjął za model działania kancelarii, w której jest partnerem tytularnym, naciąganie ludzi i doprowadzanie do upadłości spółek, sąd stwierdził jasno: nie można ukarać kogoś, kto w toku reprezentowania jednej ze stron nie zrobił osobiście nic złego.

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

„Z materiału dowodowego zebranego w sprawie wynika, że większość kierowanych przez skarżącego zarzutów nie dotyczy bezpośrednio działań zaskarżonego radcy prawnego, ale innych radców prawnych, adwokatów lub prawników z kancelarii” – wyjaśnił powody swej decyzji sąd dyscyplinarny.

– Orzeczenie jest powierzchowne i nie uwzględnia złożoności problematyki. Może zachęcać doświadczonych prawników do co najmniej nieetycznych, a być może nawet bezprawnych działań i chowania się za plecami młodszych kolegów – uważa Jerzy Kozdroń, radca prawny z kilkudziesięcioletnim stażem, zastępca przewodniczącego Trybunału Stanu.

Walka o spółkę

Sprawa, która legła u podstaw orzeczenia, zaczęła się w 2010 r. Dwóch wspólników spółki z ograniczoną odpowiedzialnością się poróżniło. Jeden (większościowy – 55 proc. udziałów) dążył do pozbycia się drugiego z biznesu. W tym celu zaangażował do pomocy znaną kancelarię specjalizującą się w sporach korporacyjnych. Ta doradziła mu uznanie części umowy spółki za nieważną i zwołanie zgromadzenia, na którym pozbyto się drugiego wspólnika. Ten bronił się w sądach i niemal wszystkie sprawy wygrał. Sędziowie nie mieli wątpliwości, że większość porad kancelarii, która reprezentowała większościowego udziałowca (a następnie samą spółkę), nie miała umocowania w prawie.

Ostatecznie spółka upadła. Kancelaria prawna w postępowaniu upadłościowym zgłosiła wierzytelność w wysokości 383 tys. zł za pięciomiesięczne reprezentowanie spółki.

Wyrzucony wspólnik czuł się rozżalony. Jego zdaniem przez bezprawne działania kancelarii prawnej został pozbawiony majątku. I na nic mu się zdały korzystne wyroki sądowe, skoro spółka pod jego nieobecność upadła.

Modus operandi

Mężczyzna po zapoznaniu się z podobnymi przypadkami dostrzegł, że w wielu sprawach występowała właśnie ta znana kancelaria. Model działania był podobny: nieuznawanie umów spółki, fikcyjne zgromadzenia wspólników oraz walne zgromadzenia akcjonariuszy, nierespektowanie wyroków sądowych.

Zdaniem mężczyzny za wszystkim stał partner tytularny kancelarii R. L. K., doktor nauk prawnych. Miał on – jak twierdzi skarżący – nadawać ton działaniom młodszych prawników w kancelarii. Zarazem sam nie był podpisany pod żadnym kontrowersyjnym dokumentem.

– Nie przesądzając, jak było w tym konkretnym przypadku, to coraz popularniejsza praktyka. Prawnicy chcą zarobić, więc idą na skróty. Ale widząc, że droga na skróty bywa wyboista, wykorzystują młodszych prawników liczących na to, że pomoc starszemu koledze przyniesie i awans zawodowy, i większe pieniądze – zauważa mec. Jerzy Kozdroń.

Jego zdaniem postanowienie sądu dyscyplinarnego, w którym podkreślono, że to nie partner w kancelarii, wątpliwe działania podejmował lecz inni prawnicy, było przedwczesne.

– Należało przeprowadzić wyczerpujące postępowanie dowodowe. Przesłuchać prawników i ustalić, czy działali z własnej woli, czy z polecenia stojącego wyżej w hierarchii kolegi. Postępowania dyscyplinarne opierają się przecież na procedurze karnej i są pochodną prawa karnego. W nim zaś mamy coś takiego jak sprawstwo kierownicze – tłumaczy mec. Kozdroń.

Wątpliwości ma również adwokat Jerzy Naumann, wybitny specjalista w zakresie etyki adwokackiej. Wskazuje że odpowiedzialność dyscyplinarna radcy zależy od tego, czy wiedział on o postępowaniu prawników w swojej kancelarii. A jeśli nie wiedział, to czy mógł się o tym dowiedzieć, postępując starannie i skrupulatnie.

Potrzebne wyjaśnienia

– Życiowo patrząc, raczej pewne jest, że wspólnik ma rozeznanie w poczynaniach partnera, a sytuacja odwrotna jest zupełnie wyjątkowa. Choć obowiązuje zasada indywidualizacji odpowiedzialności dyscyplinarnej, radca odpowiadałby nie za cudze, lecz za własne przewinienia, niekoniecznie tożsame z zarzutami stawianymi nieuczciwemu partnerowi – wyjaśnia mec. Naumann.

Mogłoby więc być tak, że sąd dyscyplinarny nie dopatrzyłby się przewinienia zaskarżonego radcy, uznając np., że działania na rzecz jednej ze stron sporu były co najwyżej świadczeniem kreatywnej obsługi prawnej. Tyle że to należało gruntownie wyjaśnić, a nie wskazać, że o przewinieniu nie może być mowy, bo kto inny prowadził zgromadzenia wspólników i kto inny podpisywał się pod dokumentami.

Sąd dyscyplinarny jako argument przemawiający na korzyść radcy przytoczył też fakt, że skarżący o problemach informował ministra sprawiedliwości.

„Sposób oznaczenia adresata pisma z dnia 12 maja 2016 r. (Pan Zbigniew Ziobro, Minister Sprawiedliwości, Prokurator Generalny) może wskazywać, że pismo to stanowi wyraz pretensji skarżącego pod adresem wymiaru sprawiedliwości w ogólności, nie zaś pod adresem konkretnego radcy prawnego” – czytamy w uzasadnieniu postanowienia.

Jerzy Kozdroń, który był wiceministrem sprawiedliwości w latach 2013–2015, przyznaje, że nie rozumie tego argumentu.

– Ludzie, którzy czują się pokrzywdzeni, szukają wsparcia wszędzie. Wielokrotnie docierały do mnie prośby o interwencję i dopiero po naszym działaniu dany organ podejmował przewidziane prawem czynności. Dlatego zaskakuje uznanie tej okoliczności za istotną w sprawie – uważa Jerzy Kozdroń. Tym bardziej, że postępowanie dyscyplinarne w sprawie mec. R. L. K. zostało wszczęte właśnie po interwencji zastępcy naczelnika wydziału adwokatury i radców prawnych w Ministerstwie Sprawiedliwości.

Do zamknięcia wydania nie otrzymaliśmy komentarza z biura głównego rzecznika dyscyplinarnego Krajowej Izby Radców Prawnych. 

orzecznictwo

Postanowienie Okręgowego Sądu Dyscyplinarnego Okręgowej Izby Radców Prawnych w Warszawie z 19 marca 2018 r., sygn. akt DO 104/17