statystyki

Polski nie stać na tanie państwo, eksperci powinni dostać podwyżki [OPINIA]

autor: Piotr Szymaniak12.06.2018, 07:49; Aktualizacja: 12.06.2018, 09:27
Budynek Sejmu

Budynek Sejmuźródło: ShutterStock

Nie stać nas na tanie państwo. Zmniejszenie wynagrodzenia posłom to populistyczna zagrywka, która jeszcze bardziej zniechęci najlepszych do ubiegania się o mandat, a obecnych parlamentarzystów uczyni podatnymi na mniej lub bardziej korupcyjne propozycje. Naprawdę wierzę, że tak jest. Lecz wiara w cokolwiek nie opiera się na racjonalnych argumentach, dlatego jakkolwiek bym się nie starał, nie jestem w stanie państwu dostarczyć dowodów na poparcie tezy, że posłowie nie zasłużyli na obniżkę.

Nie chodzi mi wcale o puste sejmowe ławy, które zwykle widzimy w telewizji podczas posiedzeń plenarnych. Absencja sporej części posłów jest o tyle usprawiedliwiona, że w tym czasie uczestniczą oni w obradach komisji. Te są na żywo transmitowane w internecie, dzięki czemu nauczyciele wiedzy o społeczeństwie mają nieprzebrane źródła pomocniczego materiału dydaktycznego do lekcji o trójpodziale władzy w praktyce. 

Deputowani, którzy uroczyście ślubowali „rzetelnie i sumiennie wykonywać obowiązki wobec Narodu” czy „przestrzegać Konstytucji i innych praw Rzeczypospolitej Polskiej”, robią to poprzez zgłaszanie poprawek do poszczególnych przepisów procedowanego projektu ustawy. W większości przypadków wygląda to w ten sposób, że poseł (a więc przedstawiciel władzy ustawodawczej) czyta je z kartki, którą na korytarzu przekazał mu ktoś z danego ministerstwa (przedstawiciel władzy wykonawczej). To jest tzw. oldschool – przed widzem odgrywa się coś w rodzaju przedstawienia. Jeśli poseł po odczytaniu zgłaszanej poprawkę nie zacznie się z nią radykalnie nie zgadzać (oj, zdarza się i tak), można nawet uwierzyć, że sam jest jej autorem. Albo dopóki się nie okaże, że ma wyraźne trudności z wyjaśnieniem sensu zmiany i prosi o pomoc reprezentanta ministerstwa. 

Zwykle łatwiej i szybciej przepycha się przepisy, gdy ktoś z resortu przedstawi poprawkę i sprawnie ją uzasadni, a poseł jedynie poprawkę „przejmie” jako swoją i podda pod głosowanie. Zwykle. Bo w randze sekretarzy i podsekretarzy stanu, czasami zdarzają się takie asy, które zgłaszają zmianę do art. X, ale czytają uzasadnienie do poprawki w art. Y. Dla większości posłów formacji sprawującej władzę nie ma to znaczenia, bo i tak podnoszą ręce za wszystkim, co zarekomenduje rząd. I vice versa, nie poprą żadnej zmiany, która nie ma akceptacji ministerstwa. Innymi słowy nie liczy się, co kto mówi, tylko kto mówi. Dlatego nie dziwi widok posłanki z pierwszych stron gazet, która podczas posiedzenia stoi w drzwiach, cały czas rozmawia przez telefon i karnie podnosi rękę na każde zawołanie klubowych kolegów. Nie mając oczywiście pojęcia, za czym właśnie zagłosowała. 

Dziwi natomiast, gdy od czasu do czasu jakiś urażony poseł ma pretensje do naszej redakcji, kiedy napiszemy, że decydujący wpływ na zmianę miało ministerstwo. Zwykle nie wdajemy się wtedy w polemiki, ale dziś odpowiem zbiorczo: o tym, że resort nie miał takiego wpływu, będzie można mówić, gdy przegłosujecie państwo jakieś poprawki przy jego negatywnym stanowisku. W przeciwnym razie to tylko zaklinanie rzeczywistości. 

No cóż, to że posłowie mają obywateli za… hmm, nie do końca rozgarniętych, nie znaczy, że my mamy traktować w takich sam sposób naszych czytelników. Jaki jest koń, każdy widzi, choć marszałek Sejmu chciałby, żeby widzieć można było jak najmniej. Więc jeżeli posłowie – ze wszystkich klubów poselskich – przez lata dają się sprowadzać do roli pacynek, niech ich potem nie szokuje, że tak są traktowani. Podczas posiedzeń komisji aktywnie pracuje po kilku posłów. Reszta pełni rolę maszynki do głosowania.


Pozostało jeszcze 10% treści

Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc 97,90 zł
Zamów abonament

Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Reklama

Komentarze (4)

  • t(2018-06-12 09:00) Zgłoś naruszenie 40

    Administracja państwowa nie dość, że źle opłacana, to jeszcze jest traktowana jak chłopiec do bicia. Regulacje prawne praktycznie uniemożliwiają skuteczne działanie. Niby czemuś trzeba przeciwdziałać, ale zbieranie dowodów uniemożliwiają absurdalna nakazy i zakazy. Dodatkowo urzędnik państwowy praktycznie pozbawiony jest ochrony państwa. W razie problemów zostaje sam.

    Pokaż odpowiedzi (1)Odpowiedz
  • Realista(2018-06-12 10:38) Zgłoś naruszenie 10

    "Zmniejszenie wynagrodzenia posłom to populistyczna zagrywka, która jeszcze bardziej zniechęci najlepszych do ubiegania się o mandat" To taka sama teza jak: "Zwiekszenie wynagrodzenia nie jest gwarancja kompetencyjnosci kadry". Niestety ale w Polsce obecnie jest tak: * beda wiecej placic = mniej kompetetnych, bo pracowac tam beda wylacznie po znajomosci; * beda mniej placic = mniej kompetetnych bo pracowac tam beda Ci co gdzie indziej nie znalezli pracy. Jezeli nadal beda obsadzane stanowiska wg klucza towarzyskiego, seksualnego, politycznego, itd., a nie kompetencyjnego to nic nie pomoze w budowaniu sprawnego panstwa.

    Odpowiedz
  • Olej to, olej tamto(2018-06-12 14:53) Zgłoś naruszenie 00

    Ależ to jest dobry okres dla kompetentnych w służbie cywilnej. Zostało już takich mało, więc mogą mieć delikatnie mówiąc lekceważący stosunek do poleceń przełożonego. A taki kierowniczek z nadania albo jest bystry i nie przeszkadza w pracy albo daje się sprowokować i próbuje sił w zwalnianie, groźby etc. Zawsze można zmienić wydział/urząd - biorą z chęcią. Cierpi na tym jakość pracy, a tym samym obywatel. No ale wszystkie rządy od momentu zamrożenia kwoty bazowej są tego świadome i mają obywateli w głębokim poważaniu.

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Galerie

Polecane