Najnowszy raport Najwyższej Izby Kontroli nie pozostawia złudzeń. Wprowadzony w 2016 r. system nieodpłatnych porad prawnych się nie sprawdził. Ziściły się za to obawy adwokatów, którzy przekonywali, że pomysłodawca reformy, czyli Ministerstwo Sprawiedliwości, wprowadza zmiany bez wsłuchania się w głos branży.

Jaki jest tego efekt? Ano taki, że zainteresowanie darmowymi poradami jest znikome, a koszty utrzymania armii radców, którzy muszą być w gotowości przez cztery godziny dziennie, pięć dni w tygodniu, są niewspółmierne do korzyści dla mieszkańców – wymienia NIK. 

– Przeciętnie na jeden punkt nieodpłatnej pomocy prawnej przypadało 291 przypadków udzielenia pomocy. Statystycznie to nieco ponad jedna porada dziennie – wylicza prezes NIK Krzysztof Kwiatkowski. 

Zazwyczaj porada trwała mniej niż godzinę. W ponad połowie przypadków w 63 skontrolowanych punktach prawnicy świadczący usługi uwinęli się w 30 minut. Tym sposobem tylko co czwarta godzina ich pracy była wykorzystana zgodnie z przeznaczeniem – czytamy w raporcie NIK.

Bez planowania

Już na etapie planowania reformy projektodawcy nie sprawdzili, kto najbardziej potrzebuje pomocy. Założono, że z darmowych usług skorzystają miliony, ale rzeczywistego zapotrzebowania już nie zbadano. A to, w ocenie NIK, duży błąd.

Ustalenia NIK nie zaskakują Przemysława Rosatiego, członka Naczelnej Rady Adwokackiej. Przypomina on, że politycy forsowali rozwiązania, które miały uszczęśliwić wielu, a w efekcie wcale nie przyniosły pożądanego efektu. – O ile sam pomysł nieodpłatnej pomocy prawnej jest dobry i ministerstwo dobrze zdiagnozowało problem słabego dostępu do usług prawniczych w pewnych grupach, o tyle wykonanie już zawodzi – mówi. 

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

To, że reforma nie zdała egzaminu, to jedno. Inną kwestią są koszty, które poniosło z tego tytułu państwo. NIK wylicza, że systemowa nieefektywność kosztowała budżet ok. 190 mln zł, i to tylko w latach 2016–2017.

Problem też w tym, jak bardzo zróżnicowane były koszty w skontrolowanych samorządach. Bo choć wynosiły one średnio 340 zł za jedną poradę w punktach prowadzonych przez adwokatów i radców prawnych oraz ok. 540 zł w punktach powierzonych organizacjom pozarządowym, to w niektórych przypadkach były kilkunastokrotnie wyższe.

Zawiodły też miasta

Swoje na sumieniu mają też samorządy, które nie wysiliły się z reklamą pomocy prawnej. Przykładowo, gdy w ośmiu punktach obsługiwanych przez miasto Kielce udzielono ponad 4 tys. porad, to w niektórych samorządach liczba ta była już ponad 10-krotnie niższa. W trzech punktach utworzonych przez powiat grudziądzki były to tylko 352 porady, a przez powiat aleksandrowski – łącznie 367 porad.

Co zawiodło? Niedopasowanie środków komunikacji do potrzeb tych, którzy mieliby na pomocy prawnej skorzystać. Innymi słowy, samorządy zbyt mocno postawiły na promocję pomocy prawnej w internecie. A taki marketing trafił w próżnię. Świadczą o tym ankiety przeprowadzane wśród mieszkańców kontrolowanych jednostek. – Tylko 6,4 proc. pytanych, którzy skorzystali z nieodpłatnej pomocy, odpowiedziało, że dowiedziało się o takiej możliwości za pośrednictwem internetu – podaje prezes Kwiatkowski. 

Szkopuł w tym, że nawet gdy samorządy korzystały z innych metod, np. ulotek, plakatów czy lokalnych mediów, to i tak robiły to zbyt doraźnie. NIK nie ma wątpliwości, że taka praktyka przełożyła się na niską frekwencję i znikomą świadomość, że pomoc prawnika jest dostępna na wyciągnięcie ręki. Bo chociażby przykład Kielc – gdzie porad udzielono najwięcej – pokazuje, że odpowiednia promocja może przynosić efekty. 

– W Internetowej Telewizji Kielce wyemitowano dwa programy o bezpłatnej pomocy. Opracowano też 25 tys. broszur i przekazano je osobom korzystającym z klubów seniora, środowiskowych domów samopomocy, domów pomocy społecznej. To spowodowało, że w Kielcach udzielono najwięcej porad w skali kraju spośród jednostek objętych kontrolą – mówi Kwiatkowski.

Konieczne zmiany

Niewykluczone, że część tych problemów rozwiąże nowelizacja ustawy o nieodpłatnej pomocy prawnej, nad którą już pracują posłowie. Ma ona rozszerzyć grupę uprawnionych do pomocy. Po zmianach miałyby z niej korzystać m.in. osoby bezrobotne, niepełnosprawne, zadłużone.

Czy tak rzeczywiście będzie? Zdania są podzielone. Adwokaci przekonują, że rządzący mogą osiągnąć efekt odwrotny od zamierzonego. Bo z darmowych porad będzie chciało skorzystać zbyt wielu, także ci, których na taką pomoc stać. W efekcie z obecnego deficytu chętnych będziemy mieć nadwyżkę zainteresowanych. Stracą na tym ci najbardziej potrzebujący.