Od początku roku sprawy w sądach nie są już przydzielane przez przewodniczących wydziałów, a przez system teleinformatyczny. To konsekwencja wejścia w życie zmian w prawie o ustroju sądów powszechnych (Dz.U. z 2017 r. poz. 1452). Ich skutkiem była również konieczność skorygowania regulaminu urzędowania sądów powszechnych (Dz.U. z 2017 r. poz. 2481). Teraz, po niemal pół roku obowiązywania nowych reguł, wiadomo już, że nie wszystkie zdały egzamin.

Uzasadnione uwagi

– Docierają do nas sygnały z sądów, które świadczą o tym, że nie wszystko działa tak, jak powinno – przyznaje Łukasz Piebiak, wiceminister sprawiedliwości. Dodaje, że niektóre z tych uwag są jak najbardziej uzasadnione. Dlatego w resorcie toczą się już prace nad zmianami regulaminu, które pozwolą rozwiązać problemy. Ich efekty mają zostać zaprezentowane w najbliższych tygodniach.

Rewolucja w przydzielaniu sędziom spraw była wprowadzana pod hasłem zwiększenia transparentności oraz wzmocnienia zaufania do sądów. Jak się jednak okazuje, w praktyce może ona prowadzić do powstawania zatorów w rozpoznawaniu spraw oraz niesprawiedliwego podziału obowiązków między orzekającymi. Problem pojawia się np. wówczas, gdy sędzia z jakiegoś powodu, np. poważnej choroby, przez dłuższy czas nie pojawia się w pracy.

– Obecnie obowiązujące zasady związały przewodniczącym wydziałów ręce. W takich przypadkach już nie mogą szybko reagować, czyli rozdysponować sprawy znajdujące się w referacie chorego sędziego pomiędzy pozostałych sędziów orzekających w wydziale – mówi Sławomir Pałka, sędzia Sądu Rejonowego w Oławie.

Regulamin stanowi, że podział referatu jest możliwy, ale tylko wówczas, gdy nieobecność przekracza sześć miesięcy. Jeżeli zaś jest to uzasadnione stanem zaległości w wydziale i przewidywanym dalszym czasem choroby, referat może być podzielony po dwóch miesiącach.

– Te sztywne reguły utrudniają racjonalnie zarządzanie kadrą orzekającą i negatywnie wpływają na sprawność załatwiania spraw – ocenia sędzia Pałka, który sam w przeszłości był prezesem sądu.

Prowadzi to również do nierównomiernego rozłożenia pracy. Sędzia, który wróci po dłuższej nieobecności, nie otrzymuje z powrotem tych postępowań, które zostały mu odebrane. Mówiąc wprost: w referacie takiego sędziego nie będzie ani jednej sprawy. Będzie on musiał zostać zapełniony na nowo.

– To prowadzi do niesprawiedliwości. Musi upłynąć kilka miesięcy, zanim liczba spraw w referacie sędziego wracającego do pracy po dłuższej nieobecności wyrówna się z liczbą spraw znajdujących się w referatach jego kolegów. Tych zazwyczaj jest kilkaset – tłumaczy Sławomir Pałka.

Tak samo wygląda sytuacja tych, którzy dopiero zaczynają pracę za sędziowskim stołem. Jako że ustawodawca wprowadził zasadę, iż raz wylosowana sprawa musi być od początku do końca prowadzona przez tego samego sędziego, początkującym orzekającym nie można już oddawać części postępowań starszych kolegów. Nie ma więc szans, aby w ten sposób wyrównać obłożenie pracą w wydziale.

Zasada ta działa również w odwrotnym kierunku. Na jej skutek sędziowie, którzy zaczynają pełnić jakieś funkcje, np. zostają prezesami sądów, nie są w stanie pozbyć się części spraw. A to oznacza, że przez pewien czas, mimo że dochodzą im obowiązki pozaorzecznicze, muszą orzekać w takim samym wymiarze jak pozostali sędziowie liniowi.

– Mamy świadomość tego problemu i pracujemy nad jego rozwiązaniem. Zdecydowanie nie może być tak, że część sędziów jest niedociążona, podczas gdy inni są tak obłożeni obowiązkami, że nie wiedzą, w co ręce włożyć – podkreśla wiceminister Piebiak.

Bez zastępstwa

Niezmienność składów orzekających rodzi też inne kłopoty. Otóż nieraz skutkuje ona koniecznością odwoływania rozpraw. Dzieje się tak, gdy sędzia nie może z jakiegoś powodu dotrzeć do pracy, a ma na ten dzień wyznaczoną wokandę.

– W takim przypadku może zostać wyznaczone zastępstwo, ale tylko wówczas, gdy mamy do czynienia z pierwszą rozprawą w sprawie. Natomiast, gdy jest to druga lub kolejna rozprawa, nieobecność sędziego skutkuje odwołaniem terminu – przyznaje Monika Pawłowska-Radzimierska, rzecznik prasowa Sądu Okręgowego w Łodzi.

Krytyce poddawany jest także przepis regulaminu, który stanowi, że spraw nie przydziela się sędziom, których absencja w pracy trwa co najmniej cztery dni robocze. Może on bowiem skłaniać do kombinatorstwa. Problem ten dotyczy przede wszystkim wydziałów karnych, do których wpływ rośnie lawinowo w określonych miesiącach w roku.

– Są to czerwiec i grudzień. W tych miesiącach prokuratorzy zamykają okresy statystyczne i starają się wypchnąć wszystkie sprawy do sądów. Wystarczy więc, że sędzia weźmie urlop właśnie wtedy, aby jego referat był znacznie szczuplejszy niż jego kolegów z wydziału – zauważa Sławomir Pałka.

Wiceminister Piebiak nie chce jeszcze zdradzać, jak będą wyglądały zmiany w regulaminie i które problemy zostaną wyeliminowane. Zapewnia jedynie, że nie dojdzie do podważenia zasady losowości w przydzielaniu spraw sędziom.