statystyki

Kidyba: Kundlenie prawa

autor: Andrzej Kidyba24.02.2018, 07:30
prawo, sprawiedliwość

"Skundlenie wiąże się również z ogromną liczbą przyjmowanych ustaw. Procedując nad nimi, można nie wiedzieć, jaki akt prawny się głosuje".źródło: ShutterStock

Coraz powszechniej postuluje się uchwalenie ustawy o procesie legislacyjnym, gdyż obecnie obowiązujące przepisy są zbyt niskiej jakości i tym samym łatwiejsze do obejścia bez konsekwencji. Ale czy ustawą załatwi się problem?

Wątek zwierzęcy często pojawia się ostatnio w moich felietonach. Wyznałem niedawno, że moją pasją są konie. Kiedy niedawno usłyszałem o „stajni profesora prawa X” na określenie jego wychowanków, co uznano za określenie pozytywne, byłem zaskoczony. Znając bowiem problemy stajni, kojarzę ją raczej z określeniami: obornik, uwiąz, bat, palcat, wędzidło, lejce, wodze, siodło, wypinacze. To są akcesoria dowódcy stajni, czyli człowieka, który zajeżdża, ujeżdża czy stosuje dutkę (trąbkę), aby odciągnąć uwagę konia od aktualnie bolących miejsc. Polega to na zadawaniu koniowi silnego bólu poprzez skręcanie górnej wargi, aby odwrócić uwagę od zabiegów w innym miejscu, np. na tylnej nodze. Nie, stajnia się dobrze nie kojarzy, jeżeli już, to z tresurą, niewolą, wykorzystaniem. A koń, podobnie jak nauka, również prawa, potrzebuje wolności.

Poza końmi kocham też psy. Proponując tytuł dzisiejszego felietonu dostrzegłem, że również w odniesieniu do tego przyjaciela człowieka więcej jest określeń pejoratywnych niż pozytywnych: pogoda pod psem, pieskie życie, psiakrew, pies ogrodnika, zbić albo traktować, a nawet zabić jak psa, na psa urok, wieszać psy, zdychać jak pies, zejść na psy, pies z kulawą nogą, psu na budę, pod zdechłym psem, pies z tobą, samotny jak pies, pies ci mordę lizał, nie dla psa kiełbasa. Choć znaleźć można niektóre pozytywne: wierny jak pies.

Ale felieton ma być o prawie, a właściwie jego coraz gorszej jakości. Zadaję sobie wielokrotnie pytanie, co jest przyczyną tak miernego poziomu stanowionego prawa, a co za tym idzie – kiepskiej kondycji państwa. Niewątpliwie czynników jest wiele. Ale przecież tak nie było zawsze. Często odwołujemy się do II Rzeczypospolitej, która – w odróżnieniu od jej piewców – wzorem mogła być mało czego. Niestabilność polityczna, zabójstwo prezydenta, zamach stanu, więzienie przeciwników politycznych to według mnie zbyt wiele jak na 21 lat młodej niepodległości. Mimo to kultura prawna była z innej epoki niż dzisiejsza. Co prawda zdarzały się również triki, jak Stanisława Cara przy konstytucji kwietniowej (i wcześniej), ale generalnie to był świat innej kultury niż współczesna. Powstawały kodyfikacje, którymi można było się szczycić. Państwo wykorzystywało, często bardzo cierpliwie, potencjał intelektualny uczonych, że wspomnę o kodeksie karnym Juliusza Makarewicza, wpływie m.in. na kodeks zobowiązań prof. Romana Longschaps de Berier, Ernesta Tilla, Fryderyka Zolla, a Antoniego Górskiego, Aleksandra Dolińskiego, Stanisława Wróblewskiego, Tadeusza Dziurzyńskiego na kodeks handlowy, żeby wymienić tylko niektórych. Tradycja państwa prawa w okresie międzywojennym nie zaginęła mimo pomieszania systemów prawnych, a co za tym idzie, przedstawicieli myśli prawniczej z zaborów: pruskiego, austriackiego i rosyjskiego, choć z tym ostatnim wzorcem było gorzej.


Pozostało jeszcze 67% treści

Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc 97,90 zł
Zamów abonament

Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Reklama

Komentarze (5)

  • asds(2018-02-24 08:50) Zgłoś naruszenie 81

    a tę ustawę mogą zawsze zmienić pod siebie, to nie grawitacja, i inne stałe mat. i fiz. na papierze można napisać każdy regulamin...

    Odpowiedz
  • Bert(2018-02-24 18:16) Zgłoś naruszenie 80

    Każda zmiana prawa już przez sam fakt zmiany niesie wartość ujemną. Prawo nawet niedoskonałe, ale stabilne obrasta orzecznictwem, literaturą i każdy zainteresowany wie czego się trzymać. Dlatego w procesie legislacyjnym bardzo uparcie i wnikliwie należy pytać, czy warto zmienić przepis. Czy szkody jakie niesie zmiana są tego warte. Po drugie musi zostać mocno zawężony krąg podmiotów uprawnionych do zmiany prawa. Nie może być tak, że przychodzi sobie jakiś ekspert na komisję sejmową, rzuca jakąś myśl propagowaną właśnie przez brukowce, a po miesiącu mamy taką właśnie zmianę ustawy. A tak było nie raz.

    Pokaż odpowiedzi (1)Odpowiedz
  • Mal(2018-02-24 21:58) Zgłoś naruszenie 61

    Nie ma gorszego prawa, jak to "profesorskie". Prawo dobre, zawsze tworzone było oddolnie. Prawo ma regulować stosunki społeczne opierając się na fundamencie sprawiedliwości. Tymczasem profesorska radosna twórczość, to jest eksperymentowanie ze swoimi, prawie zawsze nietrafionymi pomysłami mającymi się do sprawiedliwości, jak ryba do roweru. Dowód? A to dziadostwo, które mamy w kraju. Źle działające prawie wszystko począwszy od legislacji, skończywszy na sądach. Zobaczcie sobie też co wygaduje komiscja kodyfikacyjna kodeksu pracy. Jeżeli wejdzie to co proponują, to będzie oznaczało, że zniszczone zostaną wszelki przyjęte i dobre regulacje, które miały w społeczeństwie pozytywny odbiór. Zostaną zastąpione dziadostwem, bez sensu i ładu.

    Odpowiedz
  • Iuyt(2018-02-25 09:06) Zgłoś naruszenie 42

    A kto to jest Kidyba?

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Galerie

Polecane