Niebranie udziału w konkursach przed nową Krajową Radą Sądownictwa oraz kwestionowanie składów orzekających, w których będą zasiadali sędziowie, którzy taki konkurs przeszli – to ewentualne możliwości kontestowania prac organu złożonego w większej części przez sędziów wskazanych przez polityków. Wiadomo jednak, że nie będzie takich zorganizowanych akcji, jak to było w przypadku bojkotu wyborów do KRS.

Droga awansu

– Nie będzie apeli stowarzyszeń, które by nawoływały sędziów do powstrzymywania się od startu w konkursach. Takie decyzje będą musieli podejmować samodzielnie. To zupełnie inna sytuacja niż ta, kiedy zwracaliśmy się do sędziów o niekandydowanie do nowej KRS – mówi Beata Morawiec, prezes Stowarzyszenia Sędziów „Themis”. Środowisko jest świadome, że teraz będzie wchodzić w grę dobro całego wymiaru sprawiedliwości.

– W sądach potrzeba rąk do pracy, także w sądach okręgowych i apelacyjnych. A nie ma innej drogi, aby te wakaty, których jest bardzo dużo, zapełnić inaczej niż w drodze konkursu przeprowadzanego przez KRS – zauważa sędzia Morawiec.

Jest więc mało prawdopodobne, aby większość sędziów przez następne cztery lata nie starała się o awans do sądu wyższej instancji.

– Nie chcę składać ostatecznych deklaracji, że postąpię w taki czy inny sposób. Być może to rzeczywiście czas na powstrzymanie się od legitymizowania działań tych osób? Myślę, że wielu sędziów ma tego rodzaju dylematy – mówi Sławomir Pałka, sędzia Sądu Rejonowego w Oławie, obecny członek KRS.

Jego słowa potwierdza Bartłomiej Starosta, sędzia Sądu Rejonowego w Sulęcinie, przewodniczący Forum Współpracy Sędziów. – KRS składająca się z sędziów powołanych przez Sejm będzie organem niespełniającym standardów konstytucyjnych. I nie jest to opinia tylko naszego środowiska, ale również konstytucjonalistów oraz wielu organizacji międzynarodowych. Dlatego decyzje Krajowej Rady Sądownictwa mogą być kwestionowane w przyszłości. Z tego powodu należy rozważyć, czy brać udział w konkursie przed tak obsadzonym organem – podkreśla sulęciński sędzia.

Brak zaufania po stronie środowiska do KRS obsadzonej w większości osobami wskazanymi przez polityków to niejedyny problem. Kolejnym jest to, że, jak wynika z oficjalnej listy podanej przez marszałka Sejmu, aż ośmiu spośród 11 kandydujących to sędziowie sądów rejonowych. Co więcej, jedna z osób jest sędzią dopiero od dwóch lat. Mowa o Jędrzeju Kondku, który wcześniej wykonywał zawód radcy prawnego. Obecnie orzeka w wydziale gospodarczym Sądu Rejonowego dla m.st. Warszawy. Jak czytamy w opinii wystawionej mu przez prezesa warszawskiego sądu, „Pan Sędzia Jędrzej Kondek nie wydawał orzeczeń o charakterze precedensowym, zaś specyfika spraw wpływających w tym czasie do wydziału uniemożliwiała mu wydanie orzeczeń doniosłych społecznie”. W zgłoszeniu przesłanym marszałkowi Sejmu kandydat chwali się natomiast m.in. tym, że w 2012 r. zajął 13. miejsce w konkursie dla młodych prawników Rising Stars Prawnicy – liderzy jutra, organizowanym wówczas przez DGP i wydawnictwo LexisNexis.

– Osoby te siłą rzeczy mają mniejszy bagaż doświadczeń w orzekaniu niż sędziowie, którzy przeszli przez wszystkie instancje. Mam więc wątpliwości, czy będą w stanie we właściwy sposób ocenić moją pracę – słyszymy od jednego z sędziów okręgowych, przez wiele lat orzekającego w instancji odwoławczej.

Najprawdopodobniej jednak pomysł bojkotowania prac KRS z czasem odejdzie do lamusa, a odbywające się przed tym organem konkursy przestaną budzić kontrowersje. Przyznają to sami sędziowie.

– Oczywiście, że nie do końca podoba mi się to, iż w przyszłości miałyby oceniać moją pracę osoby, wobec których jest tyle wątpliwości. Prawda jednak jest taka, że konkursy będą się odbywać i sędziowie będą nominowani do wyższej instancji. Gdyby wstrzymać te procedury na cały czteroletni okres kadencji nowej KRS, miałoby to opłakane skutki dla całego wymiaru sprawiedliwości. To jednak nie będzie KRS, od której sędziowie z dumą będą przyjmować nominacje – twierdzi Sławomir Pałka.

Jak jednak dodaje, jest jeszcze trzecie wyjście. – Zawsze można zrezygnować z pełnienia służby sędziowskiej. Jest wiele innych zawodów prawniczych, które można wykonywać w imię wspólnego dobra, i to bez konieczności chodzenia w pewnych kwestiach na kompromisy z własnym sumieniem – mówi członek rady.

Pytania do TSUE

Ci, którzy nie zdecydują się na taki krok, nie będą jednak pozbawieni narzędzi do tego, aby wyrażać swoją niezgodę.

– Możemy zadawać pytania prejudycjalne do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej – zauważa sędzia Morawiec. Jej zdaniem prędzej czy później zdarzy się sytuacja, kiedy to któraś ze stron postępowania podniesie w apelacji zarzut upolitycznienia sędziego, który wyda orzeczenie w jej sprawie. I jako argument wskaże, że sędzia ten został wybrany przez KRS obsadzoną przez polityków.

– W takim wypadku nie pozostanie nic innego, jak zawiesić postępowanie i zapytać o tę kwestię TSUE – twierdzi Beata Morawiec. Jej zdaniem to może być moment przełomowy.

– Wszyscy przecież pamiętamy, że taki właśnie był początek końca instytucji asesora sądowego – mówi, wspominając wyrok Trybunału Konstytucyjnego, który uznał, że przepisy o asesorach są niezgodne z ustawą zasadniczą (sygn. akt SK 7/06).

Mniej entuzjastycznie podchodzi do tej kwestii Sławomir Pałka. – Widząc, jak funkcjonuje nasz system, jestem skłonny stwierdzić, że sądy z łatwością zaakceptują nowe nominacje. W większości spraw kwestia obsadzenia składu przez sędziów nominowanych przez nową KRS zapewne nie będzie w ogóle podnoszona – kwituje.

Wciąż nie jest znana dokładna data głosowania przez Sejm nad kandydaturami do KRS. Najbliższe posiedzenie izby niższej wyznaczono na 27 i 28 lutego, jednak na razie porządek obrad nie uwzględnia takiego punktu.