Chociaż ustawa – Prawo wodne (Dz.U. z 2017 r. poz. 1566 ze zm.) obowiązuje zaledwie od miesiąca, to już padła propozycja, by wrócić do części starych przepisów. Z inicjatywą wyszli posłowie PiS, którzy w zeszłym tygodniu zgłosili w Sejmie projekt nowelizacji ustawy. Przepisy miałyby być stosowane wobec spraw wszczętych i niezakończonych przed końcem ubiegłego roku. Mowa np. o postępowaniach o wydanie decyzji o uwarunkowaniach środowiskowych.

Proceduralny bałagan

Powód zmian jest prosty. Obecne regulacje wprowadziły zbyt duży chaos, przez co los wielu inwestycji stoi teraz pod znakiem zapytania. W poprzednim reżimie prawnym biurokracji było bowiem dużo mniej, a i odpowiedzialne za gospodarkę wodną instytucje były do niej lepiej przygotowane.

– Prawo wodne dosyć istotnie ingeruje w procedurę uzyskiwania decyzji środowiskowych – mówi Maciej Białek, adwokat w Praktyce Infrastruktury i Energetyki DZP. I wymienia, że rozszerzony został m.in. zakres raportu o oddziaływaniu przedsięwzięcia na środowisko.

Przypomina też, że ustawodawca wymaga również współudziału organu właściwego do wydania oceny wodnoprawnej zarówno przy stwierdzeniu potrzeby oceny oddziaływania przedsięwzięcia na środowisko, jak i przy uzgodnieniu warunków jego realizacji.

Sami posłowie wskazują, że sytuacja prawna stwarza istotne utrudnienia. – Należą do nich konieczność odsyłania dokumentacji i uzupełnienia stanowisk organów w sprawach ocen wodnoprawnych oraz powtarzania wybranych czynności administracyjnych – przekonują projektodawcy.

Stąd też biorą się duże opóźnienia, na które utyskuje branża wodno-kanalizacyjna i samorządy. Niepotrzebnie hamuje to inwestycje, np. budowę wałów przeciwpowodziowych.

I chaos w kadrach

Eksperci dodają też, że do wdrożenia nowych regulacji nie są jeszcze przygotowane odpowiedzialne za to organy, przede wszystkim nowo powstałe Przedsiębiorstwo Gospodarki Wodnej Wody Polskie.

– Instytucja ta ma obecnie ogromny problem z wydawaniem uzgodnień dla procedowanych decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach. A należy mieć na uwadze, że decyzja środowiskowa de facto inicjuje cały proces inwestycyjny i oddziałuje na wszystkie późniejsze decyzje, m.in. budowlane – wskazuje Dominik Gajewski, radca prawny, ekspert Konfederacji Lewiatan.

Również projektodawcy nowelizacji wskazują, że Wody Polskie, które na mocy ustawy uzyskały nowe kompetencje w zakresie opiniowania i uzgadniania decyzji środowiskowych, są jeszcze w trakcie tworzenia struktury organizacyjnej.

– Sytuacja ta może prowadzić do dalszych opóźnień w postępowaniach administracyjnych – przekonują.

To, że PGW Wody Polskie jest obecnie w trakcie restrukturyzacji, potwierdza sam prezes tej instytucji, Przemysław Daca. I chociaż przekonuje, że sytuacja finansowa i kadrowa jest pod kontrolą, to nie kryje, że przedsiębiorstwo i część jego pracowników czekają zmiany, bo nie we wszystkich regionalnych jednostkach praca przebiega tak sprawnie, jak powinna.

Krok w dobrą stronę...

Zdaniem ekspertów sam cel nowelizacji wydaje się słuszny i rozsądny.

– Dokończenie trwających postępowań na podstawie wcześniejszych przepisów byłoby z pewnością racjonalne, choćby z uwagi na kwestie organizacyjne związane z potrzebą pewnego okrzepnięcia nowo powstałych Wód Polskich – wskazuje Maciej Białek z DZP.

Zgadza się z nim Dominik Gajewski. – Zgodnie z propozycją posłów do „starych” spraw stosowane byłyby przepisy ustawy ocenowej sprzed zmian dokonanych nowym prawem wodnym, a więc zakres uzgodnień/opiniowania nie będzie tak szeroki. Dzięki temu nie będziemy też wchodzili w nowy, skomplikowany reżim nowego prawa wodnego – wyjaśnia radca prawny.

I dodaje, że projektodawcy zasadnie zakładają, że możliwość pominięcia tych nowych elementów powinna przyspieszyć wydawanie decyzji.

– Mniej uzgodnień to szybsze postępowanie administracyjne. Stosowanie poprzednich przepisów wpłynie również na tempo wykonywania tzw. ponownej oceny środowiskowej, prowadzonej w ramach postępowania o uzyskanie m.in. decyzji o pozwoleniu na budowę – mówi radca prawny.

...ale wątpliwości pozostają

Eksperci obawiają się jednak, że nagły powrót do poprzedniej wersji w trakcie jednego postępowania może spowodować problemy proceduralne, które na tym etapie trudno jeszcze przewidzieć.

– Mówimy tu o postępowaniach, w których podmioty zainteresowane zablokowaniem lub przynajmniej opóźnieniem inwestycji dysponują dosyć szerokimi uprawnieniami formalnymi – zauważa Maciej Białek z DZP.

Wątpliwości ma też Dominik Gajewski. Zwraca uwagę, że propozycja posłów dotyczy de facto zmian w przepisach przejściowych, których co do zasady się nie nowelizuje.

– Pojawia się więc pytanie, co z okresem od dnia wejścia w życie nowego prawa wodnego do momentu wejścia w życie projektowanych zmian – zastanawia się ekspert.

I wskazuje, że znaków zapytania jest więcej. – Pytaniem pozostaje, czy czynności dotychczas dokonane pozostają w mocy i jeżeli tak, to jaki wywołały skutek? – pyta Gajewski.

Eksperci zgodnie podkreślają więc, że projekt wymaga jeszcze doprecyzowania. W innym przypadku problemy ze stosowaniem nowego prawa wodnego jeszcze się nasilą.

OPINIA

To tylko doraźne łatanie dziur

Izba Gospodarcza „Wodociągi Polskie” z niepokojem obserwuje aktywność legislatora w kontekście zmian prawa wodnego. Dowodzą one jak niedopracowany i niedoskonały akt prawny został uchwalony. Oczywiście branża zdaje sobie sprawę, że materia prawa wodnego jest bardzo skomplikowana i złożona, i opracowanie projektu ustawy, który by zadowalał wszystkie strony i godził wszystkie interesy, jest praktycznie niemożliwe. Niemniej wielu prób naprawiania lub łatania ustawy można byłoby uniknąć, gdyby podczas prac legislacyjnych wysłuchano głosów ekspertów, w tym również głosów branży wodociągowo-kanalizacyjnej. Ustawodawca nie zdaje sobie sprawy, w jak skomplikowanych realiach inwestycyjnych funkcjonuje przedsiębiorstwo wodociągowo-kanalizacyjne, które nie tylko musi uwzględniać przepisy ustawy Prawo wodne, czy ustawy wodociągowej, ale również przepisy ustawy Prawo ochrony środowiska, ustawy ocenowej, uwzględniać procedury zamówień publicznych, czy wreszcie mieć na względzie ustawę o samorządzie gminnym, ustawę o gospodarce komunalnej, kodeks spółek handlowych, nie mówiąc już o przepisach prawa podatkowego. Bez wątpienia samo założenie, aby udrożnić procesy inwestycyjne, samo w sobie jest słuszne. Tyle tylko, że doświadczenie Izby pokazuje, że między tym, co legislator chciał osiągnąć, a co ostatecznie osiągnął, występują duże rozbieżności.