Spory dotyczą sytuacji, gdy organy nadzorcze uchylają przepisy prawa miejscowego i z urzędu wymazują z przestrzeni publicznej nazwy nawiązujące do komunizmu. Zgodnie bowiem z art. 1 ustawy dekomunizacyjnej (Dz.U. z 2017 r. poz. 1389) wszelkie symbole i nazwy upamiętniające osoby, organizacje, wydarzenia lub daty symbolizujące lub propagujące niesuwerenny system władzy w Polsce w latach 1944–1989 muszą zniknąć m.in. z ulic, placów, parków. Jak wynika z danych Instytutu Pamięci Narodowej, ustawie podlegają aż 943 nazwy.

Wywołuje to duże kontrowersje wśród mieszkańców, którzy często optują za pozostawieniem dobrze im znanych adresów. Do ich apelów przyłącza się też część radnych, którzy również nie chcą rewolucji na swoim podwórku lub postrzegają narzucone im przez wojewodów zmiany jako element gry politycznej przed wyborami samorządowymi.

Coraz częściej składają więc skargi do sądów, argumentując, że kwestionowane przez organy nadzorcze nazwy wcale nie mają związku z komunizmem. A zatem nie mieszczą się w otwartym katalogu wymienionym w art. 1 ustawy dekomunizacyjnej.

W zeszłym tygodniu na przykład radni Poznania i Grodziska Wlkp. złożyli do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Poznaniu skargę na zarządzenia wojewody zmieniające m.in. nazwę ulicy „23 lutego”. Jak przekonuje radny Łukasz Mikuła, upamiętnia ona zakończenie walk o Poznań i zakończenie okupacji niemieckiej, a więc nie propaguje komunizmu.

IPN ma wyłączność

Wątpliwości dotyczą właściwej interpretacji art. 2 ust. 1 ustawy. Zgodnie z nim wojewoda może bowiem stwierdzić nieważność uchwały dopiero, gdy uzyska opinię Instytutu Pamięci Narodowej – Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, która potwierdza niezgodność nazwy ulicy z art. 1 ustawy.

Problem w tym, że sądy administracyjne nie wypracowały jednolitego stanowiska, czy opinia IPN jest dla wojewody wystarczająca, czy też musi on uzasadnić zmianę nazwy własną oceną i ustaleniami.

Za tym pierwszym stanowiskiem opowiedział się m.in. WSA w Gliwicach. W wyroku z 16 października 2017 r. (IV SA/Gl 781/17) wskazał, że wojewoda – jako organ nadzoru w sprawach dekomunizacyjnych – nie może wydać innego rozstrzygnięcia, niż wynika to z opinii przedstawionej przez IPN.

Sąd podkreślił bowiem, że nie jest ona zwykłym stanowiskiem, tylko oświadczeniem wydanym przez kompetentną instytucje, które potwierdza niezgodność nazwy nadanej przez gminę z art. 1 ustawy dekomunizacyjnej.

Wskazał też, że uzyskanie opinii IPN jest obowiązkowe i wynika wprost z przepisów ustawy, która nie wymienia żadnych innych elementów niezbędnych do wydania decyzji wojewody.

Polemika wykluczona...

Pojawiają się jednak zdania odmienne. Chociażby WSA w Opolu w wyroku z 29 grudnia 2017 r. (sygn. akt II SA/Op 537/17) wskazał, że samo powtórzenie stanowiska IPN to za mało, by zakwestionować uchwałę rady gminy i nakazać jej zmianę ulicy. W tym przypadku chodziło o „22 lipca”.

Sąd zwrócił uwagę, że organ nie przedstawił żadnych własnych motywów, które by przemawiały za zmianą. Nie zgodził się również z wojewodą, że nie jest on władny samowolnie dokonywać ocen historycznych osób i wydarzeń, bo brakuje mu m.in. materiałów źródłowych, którymi dysponuje IPN. W ocenie sądu IPN jest bowiem wyłącznie organem współdziałającym, a nie rozstrzygającym, a opinia jest co do zasady niewiążącym poglądem organu.

Podobne stanowisko zaprezentował też jeden z sędziów orzekających w przywołanym już wyroku gliwickiego WSA. Zgłosił zdanie odrębne i wskazał w nim, że chociaż opinia IPN jest niezbędna przy podejmowaniu rozstrzygnięcia nadzorczego, to pozostaje jednym z wielu elementów, które należy brać pod uwagę przy podejmowaniu aktu nadzoru. Wojewoda musi bowiem poprzeć taką opinię innymi dowodami i dokumentami – wskazał.

...pozostają skargi

Sędzia zauważył też, że w obowiązującym porządku prawnym brakuje regulacji, które umożliwiłyby gminie jakąkolwiek polemikę z argumentami przedstawionymi w opinii IPN. Co więcej, nadanie opinii IPN charakteru wiążącego pozostawałoby w sprzeczności z regulacjami dotyczącymi nadzoru nad jednostkami samorządu terytorialnego, gdyż faktycznym organem nadzoru byłby wtedy IPN, a nie wojewoda – wskazał.

Zdaniem prof. Huberta Izdebskiego z Uniwersytetu SWPS sprawa nie jest tak jednoznaczna. – Opinia IPN jest niewątpliwie podstawowym materiałem dowodowym, natomiast sama w sobie jest niezaskarżalna do sądu – potwierdza.

Dodaje jednak, że polemiką z opinią IPN będzie de facto zaskarżenie decyzji wojewody, który się pod nią podpisuje, a więc bierze też za nią odpowiedzialność.