Wszystko wskazuje na to, że projekt ustawy dotyczący zwiększenia liczby strzelnic w Polsce (poselski projekt ustawy o zmianie ustawy o dochodach jednostek samorządu terytorialnego – druk 1919) doczeka się uchwalenia w ekspresowym tempie. Na razie jest po I czytaniu w komisji, która rekomenduje jego przyjęcie.

Z naszych ustaleń wynika, że PiS chce szybkiego uchwalenia propozycji, by zdążyć ustalić mechanizm finansowania budowy strzelnic jeszcze przed przyjęciem przyszłorocznego budżetu państwa. Chodzi o wypłacanie ministerialnych dotacji lokalnym władzom zainteresowanym budową takich obiektów. Problem w tym, że na ostatniej prostej pojawiły się wątpliwości – nie tylko po stronie sejmowej opozycji, ale samych samorządów, do których propozycje są skierowane.

Przypomnijmy: projekt jest pierwszym krokiem do realizacji koncepcji resortu obrony narodowej (MON), zgodnie z którą w każdym powiecie znajdzie się jedna strzelnica otwarta dla wszystkich i prowadzona przez samorząd. Propozycje legislacyjne zakładają, że samorządy będą mogły ponosić wydatki związane z „budową i remontami strzelnic oraz rozwijaniem sportu strzeleckiego w szczególności wśród dzieci i młodzieży oraz organizacji proobronnych”. Wydatki te będą mogły być dotowane przez MON.

Samorządy, widząc tempo prac nad ustawą, sformułowały trzy podstawowe warunki, jakie ich zdaniem powinny zostać spełnione, by projekt nie budził ich sprzeciwu. Czyli mówiąc wprost – by miał szanse na realizację.

Pieniądze

Po pierwsze, lokalne władze nie zamierzają brać na siebie ciężaru finansowego przedsięwzięcia. Dlatego chcą, by MON zapewnił im 100-procentową dotację, tzn. taką, która w pełni pokryje koszt budowy każdej strzelnicy (szacowany na kilka milionów złotych za obiekt).

Co sądzi o tym MON? Nie wiadomo, resort nie odpowiedział na nasze pytania. Podczas omawiania projektu na komisji sejmowej wiceminister Michał Dworczyk zdawkowo zapewnił, że warunki udzielania dotacji zostaną określone przez resort oraz że będą one „rozsądne”. Zdaniem samorządowców z zapowiedzi tej wynika, że MON raczej nie zamierza pokrywać całości wydatków, a przynajmniej nie w sposób systemowy.

Wysokość dotacji to niejedyny problem natury finansowej. Dla samorządów nie jest też jasne, skąd wziąć pieniądze na późniejsze utrzymanie strzelnic. Opozycja już grzmi, że MON próbuje w ten sposób przerzucić część swoich zadań na władze lokalne. W ostatnich latach w Polsce zlikwidowano ok. 60 strzelnic wojskowych. Zostały zaledwie 52 (garnizonowe). W konsekwencji żołnierze muszą dojeżdżać nawet ok. 200 km do najbliższej strzelnicy. Nic więc dziwnego, że najprawdopodobniej to wojsko (a także Obrona Terytorialna) będzie głównym beneficjentem koncepcji „jeden powiat, jedna strzelnica”.

Przedstawiciele PiS odpierają te zarzuty. W rozmowie z nami działacze partii wskazują, że strzelnice mają szanse utrzymać się same, bo za korzystanie z ich infrastruktury trzeba przecież płacić. – A chętnych nie brakuje. Kolejki bywają tak duże, że trzeba czekać po kilka tygodni – przekonuje nas jeden z polityków PiS.

Sęk w tym, że zagęszczenie sieci strzelnic otwartych dla wszystkich może te kolejki skrócić i nikt nie jest dziś w stanie skalkulować, czy przychody z opłat będą wystarczające na utrzymanie kilkuset obiektów tego typu.

Ziemia

Drugi warunek stawiany przez samorządy to możliwość nieodpłatnego udostępniania im gruntów należących do Skarbu Państwa pod budowę strzelnic.

– W naszych zasobach może nie być odpowiednich powierzchni – argumentuje Marek Wójcik, ekspert legislacyjny Związku Miast Polskich.

Warunki lokalizowania strzelnic określa rozporządzenie ministra środowiska z 4 kwietnia 2000 r. w sprawie wymagań w zakresie ochrony środowiska dotyczących budowy i użytkowania strzelnic (Dz.U. z 2000 r. nr 27 poz. 341). Obiektów tego typu nie można stawiać np. na obszarach, na których głębokość zwierciadła wód gruntowych wynosi mniej niż 1 metr i które jednocześnie przeznaczone są np. pod zabudowę mieszkaniową, budynki związane z pobytem dzieci i młodzieży czy na cele rekreacyjno-wypoczynkowe.

Sport

Trzeci warunek to włączenie w całe przedsięwzięcie ministra sportu. – W projekcie mowa jest o sportach strzeleckich, ale z drugiej strony inicjatywę prowadzi MON. Pytanie więc, do czego strzelnice realnie będą służyć – zastanawia się Marek Wójcik z ZMP.

– Projekt to autorska inicjatywa MON. Ministerstwo Sportu i Turystyki może go wesprzeć merytorycznie – odpowiada nam Anna Ulman, rzeczniczka resortu sportu.

Tym samym ministerstwo nie tylko daje do zrozumienia, że nie czuje potrzeby angażowania się w projekt, ale też potwierdza fakt, że choć został zgłoszony jako poselski, to w praktyce odpowiada za niego resort obrony. Taka ścieżka jest częstą praktyką, co wynika chociażby z faktu, że projekty poselskie nie wymagają tak szerokich konsultacji, jak rządowe, w związku z czym są szybciej uchwalane przez parlament.

Przedstawiciele PiS podkreślają, że nikt nie zamierza zmuszać samorządów do budowy strzelnic.

– Jeżeli samorządy uznają, że te pieniądze (dotacje MON – red.) nie są im potrzebne, to nie będą musiały z nich korzystać – wskazywał poseł PiS Arkadiusz Czartoryski.

W tym świetle nawet samorządowcy przyznają, że plan MON wcale nie musi się udać, bo priorytety lokalnych społeczności są różne.

– Rozumiem, że potrzeby budowy strzelnic są duże, chociażby z uwagi na funkcjonujące w całym kraju szkoły mundurowe, ale zasadne jest pytanie o ich liczbę. Niektóre powiaty mają tylko po 30–40 tys. mieszkańców i w związku z tym warto się zastanowić, czy koncepcja „jeden powiat, jedna strzelnica” nie powinna uwzględniać kryterium ludnościowego – zastanawia się Eugeniusz Gołembiewski z Unii Miasteczek Polskich.

Samorządy szacują, że koszt realizacji przedsięwzięcia to wydatek nawet ok. 2,6 mld zł.

Etap legislacyjny

Projekt po I czytaniu w komisji