Do tej pory rola Andrzeja Dudy w sprawie wprowadzenia reguły dwukadencyjności dla samorządowców była kluczowa. To on sprzeciwił się pomysłom PiS, by limit wprowadzić w życie z mocą wsteczną (co skutkowałoby wycinką 2/3 wójtów, burmistrzów i prezydentów miast w przyszłorocznych wyborach). W efekcie partia tymczasowo wycofała się z tego pomysłu, choć jej działacze nadal uważają, że należy go wprowadzić w życie – nawet jeśli nowa zasada zaczęłaby realnie działać dopiero za kilka lub nawet kilkanaście lat.

Teraz Pałac Prezydencki wysłał wyraźny sygnał, że chce zmian, które mogą znacznie utrudnić jej wdrożenie. Na tyle, że wprowadzenie limitu kadencyjności zwykłą ustawą byłoby, zdaniem otoczenia Andrzeja Dudy, co najmniej wątpliwe.

Potwierdził to podczas ubiegłotygodniowej debaty w Pałacu (pn. „Wspólnie o Konstytucji, wspólnie o samorządzie”) prezydencki minister Paweł Mucha. – Znam pogląd samorządowców, zwłaszcza tych urzędujących, co do ograniczania kadencji, ale chyba wszyscy jesteśmy zgodni, że jeżeli to ograniczenie miałoby się pojawić, to na poziomie konstytucyjnej regulacji – stwierdził.

W PiS ta zapowiedź została odebrana z umiarkowanym entuzjazmem. – Koncepcja dwukadencyjności na chwilę obecną została odłożona. A zapowiedź prezydenta na pewno nie ułatwi powrotu do tematu. W trakcie wewnątrzpartyjnych rozmów pojawiają się sugestie, by do limitowanych kadencji powrócić dopiero wtedy, gdy partia ponownie wygra wybory parlamentarne w 2019 r. – zdradza nam poseł PiS, zastrzegając sobie anonimowość.

Nie wiadomo, czy prezydent będzie chciał zapytać Polaków o tę sprawę z własnej inicjatywy – wychodząc z założenia, że skoro zablokował ważny dla PiS projekt polityczny, to teraz ciąży na nim odpowiedzialność za ostateczne rozstrzygnięcie sprawy. Część samorządowców uważa, że jeśli PiS wróci do pomysłu dwóch kadencji (działającej w przód, a nie z mocą wsteczną), zmianę można byłoby co najmniej wyhamować, właśnie proponując, by problem rozstrzygnęli obywatele w przyszłorocznym prezydenckim referendum.

– Merytorycznie zasada dwukadencyjności się nie broni, ale być może takie rozwiązanie okaże się konieczne z uwagi na taktykę działań politycznych stosowaną przez PiS. Skoro nie chcą dyskutować o tym z nami, to niech dadzą szansę wypowiedzieć się w tej sprawie suwerenowi – mówi Ryszard Brejza, prezydent Inowrocławia.

Szansa na wpisanie takich pytań do tematów referendum konstytucyjnego jest tym większa, że samorządy chcą mieć wpływ na część poruszonych tam zagadnień.

„Nasi przedstawiciele wyrazili chęć udziału w przygotowaniach do referendum dotyczącego Konstytucji RP, jeśli Prezydent będzie chciał zawrzeć w nim pytania odnoszące się do umocowania polskiego samorządu w ustawie zasadniczej” – wynika z komunikatu Związku Miast Polskich (ZMP).

Otwartą sprawą jest, czy samorządy będą mówić jednym głosem. Bo jak na razie nie wszyscy są przekonani, że ewentualne forsowanie pytań o limit kadencji to najlepszy pomysł. – Konstytucja ma określać istotę państwa. Pytanie o ograniczoną kadencję można byłoby postawić w jakimś innym referendum ogólnokrajowym, ale niekoniecznie konstytucyjnym, bo to zupełnie inny kaliber – uważa Marek Olszewski, szef Związku Gmin Wiejskich RP.

Jego zdaniem kolejną przeszkodą jest to, że sam pomysł referendum dotyczącego nowej ustawy zasadniczej wydaje się ryzykowny. – Aby rzetelnie odpowiedzieć na pytania w takim plebiscycie, trzeba znać założenia obecnej konstytucji, rozumieć rozmaite systemy władzy i sposoby jej wyboru, wiedzieć, jak funkcjonują sądy czy inne instytucje. Nie każdy się na tym zna, więc odpowiedzi na te pytania mogą przypominać ruletkę – uważa Olszewski.

Wątpliwości mają także eksperci.

– Najpierw zdiagnozujmy chorobę, a potem dopasujmy lekarstwo – radzi Maciej Kiełbus z kancelarii Dr Krystian Ziemski & Partners. – Nie zaczynajmy od rozstrzygnięcia, czy zmiana konstytucji jest konieczna, czy nie. Dokonajmy przeglądu prawa samorządowego i zobaczmy, czy zmian nie da się dokonać w ramach obecnej ustawy zasadniczej – dodaje.

Jeszcze kilka miesięcy temu, w atmosferze gorącego sporu o ideę dwukadencyjności, lokalni włodarze byli gotowi powołać komitet referendalny, by zainicjować własne, ogólnopolskie referendum w tej sprawie. Pytania miały być dwa. Pierwsze dotyczące pomysłu ograniczenia liczby kadencji dla wójtów, burmistrzów i prezydentów. Drugie – wprowadzenia podobnej zasady dla parlamentarzystów. Ostatecznie do referendum nie doszło, bo do gry wszedł prezydent, blokując koncepcję dwukadencyjności z mocą wsteczną.

W konsultacjach dotyczących kształtu nowej konstytucji pojawiają się inne wątki dotyczące samorządu terytorialnego. Chodzi o to, czy samorząd nie powinien być opisany szerzej w ustawie zasadniczej. Dziś jedynym organem samorządu wymienionym w konstytucji jest gmina. Pytanie, czy nie powinny w niej znaleźć się pozostałe szczeble samorządu, czyli powiat i województwo. Inna kwestia to lepsze opisanie sprawy nakładania na samorządy kolejnych zadań i zapewniania im na ich realizację odpowiednich środków finansowych. Teoretycznie ta zasada istnieje już obecnie, jednak w praktyce nie jest przestrzegana.