statystyki

Udział Grzegorza M. w aferze reprywatyzacyjnej solą w oku adwokatury

autor: Patryk Słowik, Jakub Styczyński17.10.2017, 10:05; Aktualizacja: 17.10.2017, 11:57
Teraz adwokatura staje przed kolejnym wyzwaniem. Już bowiem pojawiły się zarzuty, że nie rozliczyła się z Grzegorzem M. Zdaniem wielu powinien on już dawno zostać z palestry wyrzucony, a przynajmniej zawieszony

Teraz adwokatura staje przed kolejnym wyzwaniem. Już bowiem pojawiły się zarzuty, że nie rozliczyła się z Grzegorzem M. Zdaniem wielu powinien on już dawno zostać z palestry wyrzucony, a przynajmniej zawieszonyźródło: ShutterStock

Wrocławska prokuratura stawia zarzuty korupcyjne w aferze reprywatyzacyjnej Grzegorzowi M., byłemu dziekanowi warszawskiej palestry. Adwokaci przypominają o domniemaniu niewinności, choć przyznają też, że palestra nie mogła już gorzej rozegrać tej sprawy.

Reklama


Jest 23 kwietnia 2016 r. Grzegorz M. zostaje nowym dziekanem Okręgowej Rady Adwokackiej w Warszawie.

– Zawsze uważałem, że bycie adwokatem to coś więcej niż zawód. To rodzaj powołania i pasji – mówi.

Jan Śpiewak, warszawski radny i społecznik, już wtedy załamywał ręce.

– Jak można było na szefa palestry wybrać kogoś umoczonego w aferę reprywatyzacyjną? – pytał.

Kilkadziesiąt godzin przed wyborami w „Super Expressie” pojawił się bowiem zarzut, że prominentny adwokat jest zaangażowany w wątpliwe przejęcie działki przy dawnej ul. Chmielnej 70.

Dlaczego palestra mimo to go wybrała?

– Dziś łatwo jest wydawać osądy. Mimo to należy szanować wybór dokonany przez zdecydowaną większość adwokatów. Warto pamiętać, że w okresie poprzedzającym wybór mecenasa M. wokół jego osoby pojawiło się nieco czarnego PR-u i być może wspomniany artykuł został odebrany jako część właśnie tej narracji – tłumaczy prof. Maciej Gutowski, dziekan Okręgowej Rady Adwokackiej w Poznaniu.

Adwokat dr Magdalena Matusiak-Frącczak podkreśla, że nie były to informacje mainstreamowe, nie pojawiały się na czołówkach gazet. – Pamiętam, że wybór na tamten czas nie był szczególnie kontrowersyjny, a cały szum medialny wokół tzw. afery reprywatyzacyjnej i powiązania z nią mec. M. zaczął się już po objęciu przez niego funkcji. Przeciętny adwokat ma tak dużo obowiązków zawodowych, że nie śledzi na bieżąco poczynań kolegów, nawet z własnej izby, a Warszawa to przecież kilka tysięcy adwokatów – spostrzega.

Jana Śpiewaka takie stwierdzenia oburzają. Przypomina, że o udziale mec. M. w aferze reprywatyzacyjnej pisano na czołówkach ogólnopolskich gazet już w kwietniu.

Fakty są jednak takie, że Grzegorz M. wybory wygrał. Potem miesiąc po miesiącu, kolejne media rozpisywały się o jego biznesie przy Chmielnej. Adwokatura zaś albo nie reagowała w ogóle, albo przekonywała, że nie ma mowy o żadnej aferze reprywatyzacyjnej. Otrzeźwienie przyszło we wrześniu. Jednego dnia dziekan M. w wywiadzie dla DGP mówił, że nie planuje rezygnować ze sprawowanej funkcji. Byłoby to jego zdaniem przyznanie się do winy. Kolejnego jednak stwierdził, że nie powinien pełnić funkcji dziekana. I zasugerował, że nie czuje wsparcia ze strony władz Naczelnej Rady Adwokackiej.

Tajemnicą poliszynela jest, że mec. M. wcale nie chciał rezygnować. Został do tego namówiony przez ówczesnego prezesa NRA Andrzeja Zwarę, choć wielu adwokatów przekonywało, że mleko już dawno się rozlało. Warszawska palestra była dzień w dzień atakowana w mediach, a na forach adwokackich zaczęły pojawiać się głosy, że władze samorządu nie podołały wyzwaniu.


Pozostało jeszcze 75% treści

Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc 97,90 zł
Zamów abonament

Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję
Więcej na ten temat

Reklama


Polecane

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Galerie

Wyszukiwarka kancelarii

SzukajDodaj kancelarię

Polecane

Reklama