statystyki

Dlaczego potrzebujemy nowej konstytucji?

autor: Maciej Jońca17.10.2017, 10:36; Aktualizacja: 17.10.2017, 10:36
Obecnie stajemy przed wyzwaniami, z jakimi przyszło się borykać w okresie międzywojennym naszym poprzednikom

Obecnie stajemy przed wyzwaniami, z jakimi przyszło się borykać w okresie międzywojennym naszym poprzednikomźródło: ShutterStock

W dyskusji na temat potrzeby uchwalenia nowej ustawy zasadniczej warto sięgnąć do historii.

Reklama


W ostatnich miesiącach prezydent kilkakrotnie podkreślał, że obowiązująca ustawa zasadnicza jest dla niego „konstytucją okresu przejściowego”. Głowa państwa nie traci żadnej okazji, by zasygnalizować chęć zainicjowania jej zmiany. Ze swoją wyrafinowaną argumentacją prezydent nie zdołał jednak dotąd dotrzeć ani do obozu politycznego, który go wyniósł na urząd, ani do wiernego elektoratu, który zwykle gotów jest przymknąć oczy na psucie państwa, byle tylko nadal można było dodawać plus do plusa.

Dlaczego dotychczasowa narracja okazała się nietrafiona? Wydaje się, że zbyt wielki nacisk położono na nowatorstwo prezydenckich zamierzeń. Polacy odnieśli się do nich z nieufnością, gdyż – mimo świadomości panujących nad Wisłą warunków – czym innym jest zorganizowanie konkursu, w którym zasłużenie wygrywa najlepszy kolega, a czym innym zachwianie all’improvviso ustrojowymi fundamentami czterdziestomilionowego państwa. Mam drobną sugestię: Polacy są w większości tradycjonalistami i kochają się w swojej historii. Może warto więc odwołać się do naszych bogatych doświadczeń? Proszę pozwolić, że pomogę.

W roku 1926 doszło w Polsce do zmiany władzy, którą Suweren nolens volens zaakceptował. Układ został rozbity, więc karabiny z powrotem znalazły się na stojakach, zabitych pochowano, a ludzie, którzy wzięli na swe barki trud naprawiania państwa, natychmiast zrozumieli, że nie uda im się stworzyć Polakom raju na ziemi pod rządami konstytucji z roku 1921. Zaczęto nieśmiało przebąkiwać o koniecznych zmianach. Już w roku 1927, w rozprawie z zatytułowanej „Projekt konstytucji”, prof. Władysław Leopold Jaworski (1865–1930) z niezrównaną elokwencją wyłożył swoje poglądy w tej materii. Z napisanego z polotem dziełka można się dowiedzieć, że władza jest jedna i niepodzielna. Skoro zaś legislatywa oraz sądownictwo nie dysponują środkami przymusu, trudno je uznać za władzę. Nieporozumieniem jest przecież stwierdzenie, że sądownictwo dysponuje aparatem przymusu. Owszem – zauważa spostrzegawczy scholar – aparat przymusu wdraża w życie niektóre decyzje sądów, ale przecież organy, które tego w praktyce dokonują, sądami nie są. Podobnie z parlamentem. Czyż stanowione przez niego akty nie zyskują mocy dopiero z chwilą podpisania ich przez prezydenta? Czy zatem można uznać za władzę możliwość tworzenia pewnych sugestii, które dopiero kiedyś staną się prawem, a zanim to nastąpi, mogą być zablokowane przez głowę państwa? Dochodzimy tym samym do ciekawego wniosku: parlament oraz sądownictwo nie są władzami, lecz ograniczonymi w swej formie postaciami kontroli władzy.


Pozostało jeszcze 68% treści

Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc 97,90 zł
Zamów abonament

Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję
Więcej na ten temat

Reklama


Polecane

Reklama

Komentarze (1)

  • Bogusław Wierzbicki(2017-10-17 15:02) Zgłoś naruszenie 00

    Kłamstwem jest nazywanie L. Kaczyńskiego, B. Komorowskiego i A. Dudę Prezydentem RP. Nie ma ustawy do art. 129 ust. 2 Konstytucji RP. Bez tej ustawy nie ma możliwości zakończenia wyborów Prezydenta RP z 2000 r. Złożenie przysięgi przed datą zakończenia tych wyborów jest przedwczesne i przez to nieskuteczne. Inaczej mówiąc, obywatel polski (suweren) nie ma prawa głosu.

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Galerie

Wyszukiwarka kancelarii

SzukajDodaj kancelarię

Polecane

Reklama