„Komisja weryfikacyjna zajmuje się obecnie tylko kwestią Warszawy, ale nie rozwiążemy problemu dzikiej reprywatyzacji w Polsce, jeżeli nie powstanie rzetelny rejestr osób i podmiotów gospodarczych, które nieuczciwe przejmowały kamienice” - powiedziała Agnieszka Wojciechowska van Heukelom.

Podobnie – jej zdaniem – powinien powstać rejestr prokuratorów i sędziów, którzy na przestrzeni lat „ignorowali sprawę dzikiej reprywatyzacji i wręcz swoim zaniechaniem czy współdziałaniem z takimi gangami, przyczyniali się do tego, że dzika reprywatyzacja kwitła w Polsce”.

„Mamy przykłady tych samych firm, aktywnych w Warszawie, Łodzi, Poznaniu, Krakowie. Skalę zjawiska i skalę działań tych przestępców będzie widać dopiero, jeżeli te wszystkie informacje zostaną umieszczone w jednym rejestrze” - oceniła Wojciechowska van Heukelom.

więcej
Wideo

Wojciechowska van Heukelom: niechlubną rolę w procesie dzikiej reprywatyzacji odegrały sądy i prokuratura

Wojciechowska przyznaje, że problem dzikiej reprywatyzacji w Łodzi jest ogromny. „Wydaje mi się, że na skalę równą bądź większą niż w Warszawie, ponieważ Łódź nie była zburzona, było to miasto czterech kultur, gdzie większość właścicieli nieruchomości, znakomita ich część przepadła w czasie wojny i w okresie powojennym” - podkreśliła.

Jak zaznaczyła, miasto Łódź zawiaduje jedynie wąską częścią nieruchomości, natomiast w stosunku do bardzo wielu kamienic korzyści przez całe lata, od zakończenia wojny do chwili obecnej, czerpią osoby nieuprawnione. Osoby, które podszywają się pod spadkobierców właścicieli i które te kamienice w sposób bezczelny wyłudzają. „Miasto sobie z tym kompletnie nie radzi, nie radzi sobie z tym też łódzka prokuratura ani sądy” - zaznaczyła ekspertka ECIO w Łodzi.

Jako przykład podała kamienicę przy ul. Traugutta 5 w Łodzi, która padła łupem tzw. gangu fałszywych spadkobierców. „W tym wypadku sąd w Łodzi uznał ustny testament i na tej podstawie ta nieruchomość oraz inna nieruchomość przy ulicy Rewolucji, miały być zwrócone właścicielom. Ciekawe jest to, że na czele gangu fałszywych spadkobierców stał były członek zarządu województwa łódzkiego, czyli urzędnik, polityk” - dodała Wojciechowska van Heukelom.

„Nieudolność sądu w Łodzi jest tak ogromna, że udało mu się sprzedać ponownie inną kamienice (Legionów 68) zagarniętą przez gang, kiedy siedział w więzieniu. Prokuratura zwracała się oczywiście o zabezpieczenie tych nieruchomości w księgach, jako będących przedmiotem przestępstwa, jednak sąd z niewyjaśnionych powodów tego nie zrobił i kamienica poszła w następne ręce” - opowiadała.

Jej zdaniem łódzcy urzędnicy, którzy są zobowiązani informować mieszkańców o zmianie właściciela nieruchomości, nie robią tego, a mieszkańcy dostają po prostu karteczki z nowym kontem do regulowania opłat. „Zwracaliśmy się wielokrotnie do sądu w Łodzi, żeby w takiej sytuacji czynić depozyt sądowy, żeby ludzie mogli wpłacać czynsze do sądu, dopóki sprawa się nie wyjaśni. Niestety sądy takie wnioski również odrzucały. Mamy masę nieruchomości, w stosunku do których wiadomo już, że są wyłudzone, a na przestrzeni lat trzykrotnie prokuratura w Łodzi umarzała śledztwa w ich sprawie” - podkreśliła.

Jej zdaniem inną nieprawidłowością jest kwestia danych wrażliwych dot. nieruchomości, które powinny być w Urzędzie Miasta. Są one jednak przekazywane do spółki zewnętrznej – Łódzkiego Ośrodka Geodezji. „I tam na podstawie tych wszystkich danych praktycznie można wszystko. Ponieważ są tam dane dotyczące kredytów, potencjalnych właścicieli nieruchomości. Niestety Urząd Miasta, który przekazał bazy danych, teraz jeśli sam chce pozyskać wiedzę, musi często dokonywać opłaty w tejże spółce zewnętrznej, bo Łódź jest miastem na prawach powiatu i to działa trochę inaczej niż wtedy, gdyby była to zwykła spółka miejska” - zaznaczyła ekspertka ECIO.

W jej ocenie gangów wyłudzających nieruchomości jest kilka. „Radosne samopoczucie władz Łodzi, że sobie radzą z tą sytuacją, jest przedwczesne. Owszem, w urzędzie powstał zespół, który troszeczkę się tym zajmuje, ale w tym zespole znajdują się osoby, które wcześniej te kamienice przekazywały w ręce osób nieuprawnionych. Tak naprawdę zupełnie mnie to jako mieszkańca Łodzi nie uspokaja” - dodała Wojciechowska van Heukelom.

Według niej o ogromnej skali wyłudzeń świadczy fakt, że w momencie kiedy trwało śledztwo dotyczące gangu fałszywych spadkobierców, mówiono nawet aż o 380 nieruchomościach. „Natomiast my mamy tysiące kamienic. Tylko na rok 2011 to było prawie 10 tys. nieruchomości o nieustalonym stanie prawnym, z czego tylko co do tysiąca z nich było wiadomo, że właściciele nie żyją” - zaznaczyła.

Jej zdaniem kuriozalnie wyglądają także poszukiwania spadkobierców. „Na 4. piętrze w urzędzie wisi karta – poszukujemy spadkobierców. Nie wiem, ile osób chodzi do urzędu i czyta takie kartki, ale na pewno nie jest to rozsądna forma szukania spadkobierców właścicieli danej nieruchomości” - oceniła. Do tego – według niej - dochodzi także kwestia braku inwentaryzacji takiego mienia w Łodzi. „Miasto zaczęło teraz troszeczkę już taką inwentaryzację prowadzić, ale w dalszym ciągu ona dotyczy wyłącznie tego zasobu, na który miasto ma wpływ, czyli niewielkiej części kamienic w Łodzi” - dodała.

Zdaniem Wojciechowskiej van Heukelom różnica między Warszawą a Łodzią polega na tym, że w stolicy większość tych kamienic była przekazywana przez urzędników i przez ratusz, a w Łodzi bardzo dużą i - jak podkreśliła - niechlubną rolę w dzikiej reprywatyzacji odegrały sądy i prokuratura.

„Prokuratura jest bezczynna, a sądy niestety nie wywiązywały się ze swojego obowiązku należycie. Uznawanie ustnego testamentu w tym przypadku (Traugutta 5) było czystym absurdem i tylko czujność lokatorów spowodowała, że ta sprawa w ogóle wyszła na jaw” - podkreśliła.

Pod koniec października w Łodzi ma ruszyć proces osób oskarżonych ws. bezprawnego przejmowania udziałów w ośmiu kamienicach na terenie miasta. W skład grupy wchodzili m.in. prawnicy, pracownik jednej z kancelarii notarialnych i b. pracownik administracji zarządzającej nieruchomościami. Niezależnie od tego postępowania Prokuratura Okręgowa w Łodzi prowadzi jeszcze kilka innych postępowań, związanych z bezprawnym przejmowaniem własności, łącznie około 200 nieruchomości. Kilka tych spraw to wynik zawiadomień złożonych przez łódzki magistrat.