statystyki

Szeryf Joe, czyli sąd sądem, a sprawiedliwość musi być...

autor: Maciej Weryński26.09.2017, 19:00
prawo, Temida, sąd, wyrok, orzeczenie, sądownictwo

Nawet w kraju, w którym wolność i równość są na sztandarach, banknotach i w konstytucji, prawa podstawowe wcale nie są pewneźródło: ShutterStock

Joe Arpaio wygląda jakby żywcem wyjęty z filmu klasy B z lat 80. XX w. – niemłody, na pozór jowialny pan, a w rzeczywistości wszechwładny i bezwzględny szeryf, w którego szpony wpadają główni bohaterowie, najczęściej nastolatkowie trafiający do jego miasteczka przejazdem. Popełniają jakieś tam drobne wykroczenie – źle parkują czy przewracają kosz na śmieci – i lądują w areszcie, gdzie szybko się orientują, że na sprawiedliwość nie mają co liczyć, a próby ucieczki zajmują im następne pięć kwadransów. Niestety podobieństwo Arpaio do tych szwarccharakterów nie jest tylko fizyczne. Były już (dziś 85-letni) szeryf Maricopy w stanie Arizona naprawdę wsadzał ludzi za nic lub za prawie nic. W odróżnieniu od swoich filmowych poprzedników nie musiał sam aresztować podejrzanych ani nie ograniczał się do dwóch, trzech zastraszonych lub bezmyślnych policjantów. Zorganizował cały mikrosystem (mikro, bo działający tylko na podległym mu terenie, ale efekty mogą się okazać makro) ze specjalnymi oddziałami, których funkcjonariusze mieli tylko jedno zadanie: zatrzymać jak najwięcej ludzi. Nie jakichkolwiek jednak.

Reklama


Tu dochodzimy do kolejnej ważnej różnicy: w tamtych filmach – pokazywanych wtedy w polskiej telewizji zapewne jako dowód, że w Ameryce jest o wiele gorzej niż w PRL, a może po prostu dlatego, że były tanie – zatrzymywani bohaterowie byli biali jak śnieg. Ot, dzieciaki z klasy średniej, które nigdy do tej pory nie musiały się mierzyć z jakimikolwiek poważniejszymi problemami. Funkcjonariusze biura szeryfa Maricopy mieli inne cele: oni poszukiwali osób wyglądających na Latynosów. Po odnalezieniu natomiast zaczynali ich podejrzewać o popełnienie jakiegoś przestępstwa. I wsadzali do aresztu głównie po to, by zyskać czas na stwierdzenie ewentualnego nielegalnego pobytu, ale także w celu uprzykrzenia im życia. W areszcie miało dochodzić do pobić, jeśli zatrzymani podważali zasadność zatrzymania. Podejrzany o  niewłaściwe parkowanie i wyglądający na Meksykanina kierowca spędził w areszcie... 11 dni.

Jeśli zatrzymani rzeczywiście okazali się nielegalnymi imigrantami, trafiali do obozu, który sam Arpaio nazywał z dumą koncentracyjnym – nie mnie wyrokować, czy słusznie, choć doniesienia mówią nawet o przetrzymywaniu bez dachu nad głową lub w namiotach, które nagrzewały się do ponad 60 st. C.


Pozostało jeszcze 56% treści

Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc 97,90 zł
Zamów abonament

Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję
Więcej na ten temat

Reklama


Polecane

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Galerie

Wyszukiwarka kancelarii

SzukajDodaj kancelarię

Polecane

Reklama