statystyki

Wolne sądy, nasze sądy. Zdjęcia z protestów przejdą do historii światowego sądownictwa

autor: ŁUKASZ BOJARSKI22.08.2017, 08:58; Aktualizacja: 22.08.2017, 09:26
Protest 20 lipca 2017 r

"To, co się wydarzyło, powinno być prawdziwym przebudzeniem". Fot. Maciej Suchorabskiźródło: GazetaPrawna.pl

Potrzebujemy sądu, który służy obywatelom, który ich dostrzega, szanuje, stara się zrozumieć, który umie z nimi rozmawiać i nie tylko wydawać wyroki, ale też pokazywać, że wymierzona została rzeczywiście sprawiedliwość.

Reklama


Trzynaście lat temu podróżowałem po Afryce. Był to już czas telefonów komórkowych, ale nie było zasięgu lub ceny połączeń odstraszały. Podobnie z internetem. Dotarły do mnie jednak dwie ważne informacje ze świata – o strasznym zamachu na podróżnych w Madrycie i zabójstwie twórcy Hamasu. O Polsce nic. Kiedy wsiadłem do taksówki na lotnisku w Warszawie, zapytałem kierowcę, co wydarzyło się w ciągu miesiąca mojej nieobecności. Był dobrze poinformowany, wśród licznych wiadomości pojawiły się te o nowym przewodniczącym Episkopatu, rozpadzie SLD i zapowiedzi premiera podania rządu do dymisji. Prawdę mówiąc, myślałem, że żartuje: tyle, i to niespodziewanych wydarzeń. Wyjeżdża człowiek na zasłużony urlop i właściwie nie wie, do jakiego świata wróci...

Szok

Dziś prawie się nie zdarza, żeby nawet podczas dalekiej podróży nie mieć kontaktu z ojczyzną. A jednak idę o zakład, że niejedna osoba niezbyt zainteresowana sferą publiczną i wypoczywająca gdzieś z dala od ludzi mogła się dowiedzieć po całkiem krótkiej, nawet tygodniowej nieobecności, że nie ma już Sądu Najwyższego. Ja sam tym razem dokładnie śledziłem rozwój wypadków, będąc, a jakże, na urlopie i tłumacząc trójce małych dzieci, dlaczego rodzice ślęczą przed telewizorem w dzień i noc (bo tak działa nasz parlament), a tata choć na wakacjach, to jakby w pracy.

12 lipca – to były naprawdę gorące godziny. Najpierw uchwalono ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa i ustroju sądów powszechnych (uzależniające KRS od polityków i zwiększające władzę ministra w sądach). I jeszcze tego samego dnia niespodzianka (choć posłanka Krystyna Pawłowicz kilka tygodni wcześniej to zapowiadała) – projekt ustawy o SN. Został udostępniony na stronie Sejmu o godz. 23.30. Dzięki internetowi czytałem go już po 5 minutach i jeszcze przed północą zdążyłem się podzielić z innymi – którzy też czytali po nocy i w emocjach – pierwszymi wrażeniami. Najpierw artykuł 87 ze strony 74, z którego wynikało, że sędziowie sądu tracą urzędy, a nowy sąd mebluje minister sprawiedliwości. Że nowych sędziów będzie – symboliczna dla Polaków mickiewiczowska liczba – czterdzieści i cztery. Przypomniałem też sobie, ileż było rozmów subtelnych intelektualistów, znających wszak konstytucyjne ograniczenia, w jaki sposób PiS będzie „przejmował” Sąd Najwyższy, jak będzie grał wiekiem emerytalnym, skracał prezesom kadencję itp. Studiowaliśmy kazus węgierski. Niepotrzebnie. To dla partii rządzącej takie proste. Wszyscy sędziowie najwyższego w państwie sądu „na bruk” (poza wybrańcami ministra). Ustawę, jak wiemy, Sejm uchwalił po tygodniu, a już 22 lipca przyklepał ją Senat. W tempie pendolino – jak to elegancko ujął prezes SN sędzia Stanisław Zabłocki w wystąpieniu przed izbą wyższą. Muszę przyznać, że to były wstrząsające dni. Jeśli można w tydzień de facto zlikwidować Sąd Najwyższy, to znaczy, że można wszystko, można zlikwidować bez dyskusji każdą instytucję państwową, konstytucyjną czy nie, zastępując ją nową i instalując w niej nowe kadry.

Niedowierzanie

Projekt ustawy o Sądzie Najwyższym, dodatkowo w połączeniu z uchwalonymi ustawami o KRS i o sądach, to doprawdy kamień milowy dokonującej się rewolucji. A kolejne lipcowe dni to, jak napisałem wtedy w portalu społecznościowym, najsmutniejsze dni mojego życia: „Na naszych oczach upadają rządy prawa. Budowane wysiłkiem wielu ludzi przez wiele lat. Cyniczni, zaślepieni, ogłupiali posłowie PiS nie zdają sobie w części sprawy co podpisują i za czym głosują. Ale to ich rzecz jasna nie tłumaczy, ponoszą odpowiedzialność. [...] Żal mi Polski, żal mi moich dzieci, żal mi siebie i dwudziestu paru lat mojej pracy. Żal mi wysiłku pokolenia moich rodziców, którzy przeciwstawiali się PRL-owi i walczyli o włączenie nas do grupy państw przewidywalnych, opartych na europejskich wartościach”. Brzmi może nieco histerycznie, zwłaszcza z dzisiejszej perspektywy, kiedy wiemy, że prezydent ustawy o SN i KRS zawetował. Ale dokładnie tak myślałem i nadal myślę. I wciąż mam oczywiste obawy.

Żyjemy w dobie fałszywych wiadomości, ale i słów kluczy, których powtarzanie, wprzęgnięte w propagandę, ma tworzyć klimat dla rewolucji – sędziowie to „kasta”, opozycja jest „totalna”, a atak i zniszczenie konstytucyjnych instytucji jest „reformą”. A jeśli reformą, tak potrzebną i „wyczekiwaną” przez naród od 27 lat, to każdy, kto protestuje przeciwko czy to skróceniu kadencji członków KRS, czy likwidacji Sądu Najwyższego, jaki znamy, jest wrogiem reformy (do niechlubnej historii polskiego dziennikarstwa zapewne przejdzie pasek w TVP Info: „Obrońcy pedofilów i alimenciarzy twarzami oporu przeciwko reformie sądownictwa” – naprawdę nie wierzyłem, dopóki nie zobaczyłem na własne oczy). Dobry rząd chce zatem „zreformować” Sąd Najwyższy – sędziów wyrzucić, nowych powołać, a każdy, kto staje na drodze, to obrońca komunistów, układów, zdrajca i wróg suwerena. Ciekawie skądinąd rozumianego, bo przecież zgodnie z preambułą do konstytucji suweren to „my, Naród Polski – wszyscy obywatele Rzeczypospolitej”, którzy – dodajmy – przyjęli konstytucję w referendum, a nie tylko dana większość sejmowa.


Pozostało jeszcze 73% treści

Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc 97,90 zł
Zamów abonament

Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Zapoznaj się z regulaminem i kup licencję
Więcej na ten temat

Reklama


Artykuły powiązane

Polecane

Reklama

Komentarze (8)

  • Borys(2017-08-22 10:04) Zgłoś naruszenie 52

    Znaczy że mamy międzynarodowy dobrze obsadzony sąd przez ocych co dbają żeby kolegów nie usunąć bo może być problem z wyrokami na zamówienie

    Pokaż odpowiedzi (1)Odpowiedz
  • rac(2017-08-22 12:37) Zgłoś naruszenie 41

    Przepraszam czy autor tekstu Pan Łukasz Bojarski to ten Łukasz Bojarski? Współpracownik Fundacji Sorosa, ee... chciałem powiedzieć Batorego? Człowiek Bronisława Komorowskiego w Krajowej Radzie Sądownictwa? To by wiele wyjaśniało w kwestii opinii i sposobu rozumowania.

    Pokaż odpowiedzi (1)Odpowiedz
  • Anna(2017-08-22 11:01) Zgłoś naruszenie 42

    Panie redaktorze, jako obywatel tego kraju nie uważam aby było to w ogóle oczekiwane i konieczne, by inne kraje wypowiadały się co sądzą o naszym wymiarze sprawiedliwości, o tym w jaki sposób wprowadzane są reformy itp. Jesteśmy krajem suwerennym, mamy swoją odmienną od innych specyfikę działania i wszelkie zmiany które zachodzą w naszym kraju powinny być omawiane wyłącznie w tym gronie.

    Pokaż odpowiedzi (1)Odpowiedz
  • gość(2017-08-22 18:27) Zgłoś naruszenie 30

    Pytanie do autora : kto i kiedy użył pierwszy słów: "sędziowie to nadzwyczajna kasta ludzi" ? Podpowiedź: wrzuć Pan to w gogle;) A jak to się spodobało zgromadzonym! Te gromkie brawa i uśmiechy(wcale nie zażenowania).

    Pokaż odpowiedzi (1)Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Galerie

Wyszukiwarka kancelarii

SzukajDodaj kancelarię

Polecane

Reklama