NOWE PRAWO

Z końcem roku utraciły moc przepisy, które umożliwiały usprawiedliwianie nieobecności w sądach na podstawie zaświadczeń lekarskich innych niż wystawianych przez lekarzy sądowych. Te przejściowe przepisy, które zawieszały zasady usprawiedliwiania nieobecności uczestników postępowań sądowych uregulowane w ustawie o lekarzu sądowym. (Dz.U. z 2007 r. nr 123, poz. 849), zostały wydane z powodu niedostatecznej liczby lekarzy sądowych. Od 1 stycznia przepisy, na podstawie których lekarzem sądowym mógł być inny lekarz dopuszczony przez prezesa sądu okręgowego do wykonywania czynności lekarza sądowego, utraciły moc, ale lekarzy sądowych w tym czasie wcale nie przybyło.

Przykładowo w Krakowie jest tylko 21 lekarzy sądowych, podobnie jest w Poznaniu. Taka liczba lekarzy jest niewystarczająca. Gorzej jest w Warszawie, gdzie uprawnionych medyków jest tylko 12, a we Wrocławiu tylko 9.

Zdaniem Marka Celeja, sędziego w warszawskim sądzie okręgowym, sytuacja jest równie zła, jak przed wejściem w życie ustawy o zawodzie lekarza.

- Nie ma zmiany na lepsze. Musimy sobie dawać radę mimo ograniczonej liczby lekarzy. Jest to jednak trudne. Nieobecność musi być usprawiedliwiona przez lekarza sądowego, dlatego też nie ingerujemy w specjalizację lekarza - tłumaczy sędzia Marek Celej.

Dodaje, że za nowymi rozwiązaniami nie poszły odpowiednie środki finansowe. Dzisiaj za wydanie zaświadczenia lekarz pobiera opłatę w wysokości 80 złotych.

Izby lekarskie podkreślają, że głównym powodem braku zainteresowania lekarzy funkcją lekarza sądowego jest wysokość wynagrodzenia zaproponowana przez resort sprawiedliwości. Ich zdaniem jest ono zbyt niskie. Dodatkowo zapotrzebowanie zgłaszane przez sądy jest nierealne.

- Abstrahując od wysokości stawki, faktem pozostaje, że funkcja lekarza sądowego wymaga dużej wiedzy i doświadczenia. Wiąże się także się z ogromną odpowiedzialnością, a w przypadku wystawienia niestosownego zaświadczenia może narazić lekarza na niezadowolenie ze strony pacjenta albo na szczególne zainteresowanie ze strony prokuratury - tłumaczy Tomasz Korkosz, rzecznik prasowy Naczelnej Izby Lekarskiej.