Mieszkańcy chcą, by miasta w drodze uchwał ustanowiły, gdzie pić można, a gdzie za wychylenie paru głębszych należy spodziewać się mandatu. Bo choć w świetle ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi (t.j. Dz.U. z 2016 r. poz. 487) podział ten powinien być jasny, to w praktyce nie jest.

Ustawa wymienia bowiem, że alkoholu pić nie można tylko na ulicach, w parkach i na placach. Jest jednak cała masa innych terenów, które nie podpadają bezpośrednio pod żadne z powyższych. Przykładem mogą być właśnie bulwary przy rzekach. Gminy mogą – w drodze uchwały rady miasta – objąć zakazem takie miejsca, nawet jeżeli nie zostały one wymienione bezpośrednio w ustawie. Do tej pory z takiej możliwości skorzystały m.in. gminy nadmorskie, które nie życzą sobie spożywania alkoholu na wybranych plażach. Zakazy obowiązują już m.in. w Gdańsku, Gdyni, Sopocie, Kołobrzegu i Świnoujściu.

Trudna przeprawa

W ostatnich dniach o tym, czy można pić alkohol na błoniach, decydowali radni Grudziądza. Odrzucili oni projekt uchwały zakładający, że na Błoniach Nadwiślańskich picie alkoholi niskoprocentowych byłoby legalne. Podział głosów: 15 radnych przeciw, 7 za. Wygrały argumenty, że takie poluzowanie zakazu oznaczać będzie de facto dwie rzeczy: chuligaństwo i kłopoty z utrzymaniem czystości.

Z podobnym dylematem wkrótce zmierzą się też radni Szczecina. Tydzień temu na ich biurkach wylądowało ponad 3 tys. podpisów, które mieszkańcy złożyli pod petycją o zniesieniu zakazu picia alkoholu na bulwarach nad Odrą.

Festiwalowa dyspensa

Jednak nie tylko miejscy aktywiści podejmują próby zmiany status quo, ale i niektórzy włodarze. W zeszłym tygodniu Michał Sosnowski, radny z Płocka, złożył interpelację, w której pyta, czy zgodnie z miejscowymi przepisami płocczanie mogą legalnie spożywać alkohol w miejscach nieokreślonych przez ustawę, szczególnie przy nabrzeżu wiślanym.

Radny apeluje o jednoznaczne uporządkowanie tej kwestii, bo – jak podkreśla – przepisy w obecnym kształcie prowadzą do absurdów, a nierzadko noszą znamiona hipokryzji. Najlepiej widać to za każdym razem, gdy miasto organizuje imprezy masowe i festiwale. – Chociaż policjanci i strażnicy rok w rok zapewniają, że o żadnej taryfie ulgowej dla pijących podczas płockich festiwali nie może być mowy, to jak jest, każdy widzi – zwraca uwagę Sosnowski.

Przetarte szlaki

Inicjatorzy zmian nie kryją, że do zakwestionowania obecnego stanu rzeczy zainspirowała ich głośna wygrana Marka Tatały, założyciela „Legalnie nad Wisłą” i wiceprezesa Forum Obywatelskiego Rozwoju, którego to Sąd Okręgowy w Warszawie uniewinnił z zarzucanego mu czynu nielegalnego picia alkoholu na betonowych schodkach wzdłuż brzegu Wisły (sygn. akt X KA 1155/16).

– Jeżeli taki wyrok zapadł w kontekście warszawskich bulwarów nadwiślańskich, to nie widzę powodu, żeby w Płocku interpretować te same zapisy ustawy zgoła inaczej – mówi Michał Sosnowski.

Ponad 2 lata temu Tatała został przyłapany przez funkcjonariuszy na piciu piwa i odmówił przyjęcia mandatu, twierdząc, że przepisy zabraniają spożywania alkoholu jedynie „na ulicach, placach i w parkach”, a teren bulwarów nadwiślańskich nie jest żadnym z powyższych. I chociaż sąd I instancji przychylił się do stanowiska straży miejskiej – że „bulwar” to nic innego jak ulica, a zatem picie jest tam zakazane – to Sąd Najwyższy tego zdania już nie podzielił.

Picie w stolicy w statystykach Straży Miejskiej

Picie w stolicy w statystykach Straży Miejskiej

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

W postanowieniu z 19 stycznia br. (sygn. akt I KZP14/16) SN wskazał, że nie można doszukiwać się w słownikach definicji tylko po to, by uzasadniać ukaranie mandatem, bo byłoby to zbyt rozszerzające interpretowanie przepisów.

– Co prawda w Polsce nie obowiązuje prawo precedensu, ale stanowisko SN jest wskazówką dla innych sądów, które będą zajmować się podobnymi sprawami – zaznacza Marek Tatała.

I mówi, że od czasu uniewinnienia nie otrzymuje już sygnałów o wypisywanych mandatach za spożywanie alkoholu nad Wisłą w Warszawie. A przedtem, jak twierdzi, przez stronę „Legalnie nad Wisłą” z prośbą o pomoc zwracało się do niego wielu ukaranych.

– Traktuję to jako sygnał bardziej liberalnego podejścia służb mundurowych i akceptacji dla treści wyroku SN – mówi Tatała.

Rząd też nie popuszcza

Amatorów picia piwa pod chmurką mogą ostudzić ostatnie działania rządu. W Ministerstwie Sprawiedliwości trwają właśnie prace nad nowelizacją m.in. ustawy o wychowaniu w trzeźwości. Duże kontrowersje wywołała propozycja, by zaostrzyć kary wobec pijących. Zamiast grzywny, jak do tej pory, miałaby to być również kara ograniczenia wolności. Co prawda resort już się z niej wycofał, zamierza jednak dalej pracować nad nowymi karami, bo – jak przekonuje – obecny system pozostawia wiele do życzenia. – Dziś sądy już na etapie wymierzania grzywny dobrze wiedzą, że szanse na jej wyegzekwowanie są żadne – czytamy w uzasadnieniu projektu.

Kierunek zmian niepokoi Marka Tatałę. – Powinno się całkowicie znieść zakaz picia alkoholu na ulicach, w parkach i na placach, a w to miejsce pozwolić władzom lokalnym i lokalnym społecznościom decydować o strefach wolnych od alkoholu (w uzasadnionych przypadkach) i takich, gdzie alkoholu można się napić – przekonuje.