W tym tygodniu Sejm zajmie się ustawą o Sądzie Najwyższym. PiS szykuje się do jej szybkiego przeforsowania i uchwalenia na ostatnim planowanym przed wakacjami posiedzeniu. Tydzień później ustawa trafi do Senatu. Gdyby senatorowie wprowadzili do niej jakieś poprawki, możliwe jest zwołanie jeszcze jednego posiedzenia Sejmu w ostatnim tygodniu lipca, by ustawa do końca miesiąca trafiła do podpisu prezydenta.

Nie wiadomo, czy PiS zmieni jeszcze projekt. – Będziemy się zastanawiać nad poszczególnymi artykułami. Na pewno jakieś korekty będą, zapewne jak zwykle legislacyjne, ale nie wiem, czy zasadnicze zmiany – mówi Stanisław Piotrowicz z PiS. Wydaje się, że szanse na poważne zmiany są nikłe. Tak szybki tryb prac ma zminimalizować opór wobec ustawy i umożliwić jej szybkie wprowadzenie. Opozycja mobilizuje się na posiedzenie i będzie próbowała zablokować uchwalenie ustawy. Marszałek Sejmu Marek Kuchciński ograniczył wejście do Sejmu osobom, które nie mają stałych przepustek, by opozycja nie wprowadziła swoich zwolenników. Jeśli uda się przeforsować ustawę, wjedzie ona w życie niemal jednocześnie z ustawami o KRS i ustroju sądów powszechnych. O ile do żadnego z projektów nie będzie zastrzeżeń prezydenta.

Wprowadzenie ich w życie umożliwi ministrowi sprawiedliwości przeprowadzenie rewolucji kadrowej w sądownictwie. Po tym, jak dokonał jej w prokuraturze, teraz mógłby sam decydować o prezesach sądów powszechnych i tym, jak wygląda Sąd Najwyższy. Takiej pozycji nie miał żaden szef resortu sprawiedliwości w III RP.

Wątpliwa niezależność

Zdaniem konstytucjonalisty Ryszarda Piotrowskiego, to poważny problem. – Sądy rozstrzygają sprawy, w których toczy się spór, niejednokrotnie między prokuraturą a adwokaturą. Sędzia zależny od prokuratora generalnego jest sędzią o wątpliwej niezależności. Sędziowie są z założenia apolityczni. Tę właściwość się znosi, podporządkowując ich pośrednio lub bezpośrednio ministrowi sprawiedliwości – zauważa Piotrowski.

Posłowie PiS argumentują, że minister sprawiedliwości decyduje o nominacjach sędziowskich także w innych krajach europejskich. – U nas zmiany są szybkie, bo teraz przeżywamy reformę, a nie normalne administrowanie, ale w krajach takich, jak Niemcy, Holandia, Austria czy Francja to minister występuje z wnioskiem o nominacje na wszystkie szczeble. A w Polsce ma być minister, który nic nie może? – zastanawia się Stanisław Piotrowicz.

Jednak – jak podkreśla Ryszard Piotrowski – w naszej konstytucji szef resortu sprawiedliwości nie ma takich uprawnień wobec sędziów. – Konstytucja wyklucza rolę nadzorczą czy sanacyjną ministra wobec sądów. A w świetle uzasadnienia projektu ustawy o SN rząd uznaje swoją właściwość do uczenia sędziów, jak mają orzekać – mówi konstytucjonalista.

Cała sprawa jest istotna w kontekście politycznym. Minister sprawiedliwości już ma olbrzymią władzę dzięki wpływowi na kształt prokuratury. Jeśli dojdą do tego uprawnienia do nominacji w sądach, stanie się jedną z najsilniejszych postaci w rządzie. To może budzić obawy rywali we własnym obozie. Nie wiadomo także, jakie plany ma Jarosław Kaczyński. Lider PiS pilnuje, by nikt w jego obozie nie mógł się za bardzo wzmocnić i zagrozić jego pozycji. Niewykluczony jest wariant, że gdy Zbigniew Ziobro dostanie wszystkie uprawnienia, zostanie odwołany.

Jeśli do takiej zmiany nie dojdzie, nasuwa się pytanie, kim będą nominaci ministra. Nowa ustawa o SN przyzna Ziobrze ogromną swobodę wymiany kadr. A jedynym środowiskiem prawniczym, w którym szef resortu, a zarazem prokurator generalny, ma dobre rozeznanie i lojalnych sprzymierzeńców, są podlegli mu śledczy. Dlatego od razu pojawiły się głosy, że to oskarżyciele będą naturalnymi kandydatami na nowych sędziów SN po wygaszeniu kadencji tych, którzy nie uzyskają jego aprobaty. – To bardzo prawdopodobne. Prokuratorzy są teraz znacznie lepiej widziani w urzędach państwowych niż kiedyś – uważa jeden z doświadczonych śledczych.

– Zasoby kadrowe prawników gotowych do wykonywania poleceń i rezygnacji z niezależności są właśnie w prokuraturze. Znajdzie się w niej tylu chętnych, że nie będzie problemów z obsadzeniem kluczowych wydziałów w izbach SN. Zdziwię się, jeśli nie dostaną połowy stanowisk w izbie dyscyplinarnej – nie ma wątpliwości inny oskarżyciel, zdegradowany przez Ziobrę po wejściu w życie reformy w 2016 r. To właśnie wtedy szef prokuratury uzyskał nieograniczoną swobodę doboru i weryfikacji podległych mu kadr.

Arbitralne kryteria

Zgodnie z propozycjami nowych przepisów o SN, o stanowisko w nim będą mieli prawo ubiegać się śledczy wszystkich szczebli, pod warunkiem że wykażą się odpowiednim stażem zawodowym. Kryteria zostały określone dość arbitralnie. I tak o nominację na urząd w najwyższej hierarchii sądownictwa będą mogli się starać szefowie prokuratur rejonowych (czyli najniższych szczebli) z co najmniej 10-letnim doświadczeniem, oskarżyciele, którzy w zawodzie pracują minimum pięć lat i zajmowali posadę w jednostce okręgowej albo IPN, prokuratorzy z regionu, których służba trwa przynajmniej trzy lata, oraz śledczy zatrudnieni w Prokuraturze Krajowej.

Oznacza to, że na posadę w SN będzie mógł liczyć np. były asystent polityczny Ziobry Paweł Wilkoszewski. W ciągu ostatniego roku jego kariera nabrała wyjątkowego przyspieszenia. Nominację na prokuratora otrzymał w 2009 r., a już na początku marca 2016 r. awansował do stołecznej prokuratury okręgowej i został jej szefem. Po roku trafił do regionu. Obecnie jest oddelegowany do PK.

To tylko jeden z przykładów spektakularnych karier z ostatniego 1,5 roku (tylko w 2016 r. awansowało ponad 360 śledczych). Dotyczy to zwłaszcza najbliższego zaplecza Ziobry, związanego ze śląskim stowarzyszeniem Ad Vocem. W Katowicach, uważanych za matecznik ziobrystów, na czele jednostki regionalnej stanął Tomasz Janeczek, kojarzony m.in. z wywieraniem nacisków na podwładnych w sprawie zatrzymania Barbary Blidy. Na szefa okręgu katowickiego awansował z kolei Piotr Wolny, przed laty referent śledztwa dotyczącego mafii węglowej, w którym była posłanka SLD miała usłyszeć zarzuty.

Prokuratorzy przeniesieni przez Ziobrę na niższe stanowiska służbowe uważają, że sędziowie SN, których minister zweryfikuje negatywnie, znajdą się w podobnej sytuacji jak oni. Niewykluczone, że spadną parę szczebli niżej. Zgodnie z projektem ustawy, wyrzuceni sędziowie pójdą na przymusową emeryturę bądź, jeśli zechcą, trafią do sądów niższych instancji, o ile uzyskają zgodę Ziobry. On sam będzie mógł zaproponować im inne stanowiska.