W połowie grudnia 2006 r. u notariusza Henryka M. zjawili się dwaj bracia Jan Bohdan J. i Stefan J. W kancelarii wylegitymowali się jeszcze „książeczkowymi” dowodami osobistymi (były w użyciu do 2008 r.), które pobieżnie sprawdziła obsługująca ich asesor notarialna.

Następnie sporządzono pełnomocnictwo notarialne, którego obaj bracia udzielili Zdzisławowi P. Na jego podstawie mógł on podejmować wszelkie czynności prawne, w tym sprzedać należące do braci nieruchomości położone w Jastrzębiej Górze, niedaleko morza. Zdzisław P. mógł również nabyć na własność tę nieruchomość. Obaj bracia złożyli dokumenty mówiące o tym, że nabyli ją jeszcze w 1932 roku. Grunt nie zmienił przez lata właścicieli, toteż nie miał założonej współczesnej księgi wieczystej, ale jeszcze przedwojenną księgę hipoteczną.

Niedługo potem działkę zakupił Zdzisław P., który w tej samej kancelarii udzielił kolejnego pełnomocnictwa do sprzedaży na rzecz Janusza W. i Jakuba B. Nowi pełnomocnicy zakupili nieruchomość dla siebie.

Wcześniej złożył stosowny wniosek w sądzie i na świeżo sprzedanej nieruchomości urządzono nową księgę wieczystą, do której wpisano jako właściciela Zdzisława P., a później następnych nabywców gruntu.

Wkrótce po tych wydarzeniach u notariusza zjawili się członkowie rodziny braci J., tym razem z pozwem o odszkodowanie za poważne uchybienia w pracy notariusza. Okazało się, że właściciele działki już od dawna nie żyli – pierwszy z braci zmarł niedługo po wojnie, drugi w latach 90. Mężczyźni, którzy się za nich podawali – jak się okazało w późniejszym śledztwie – legitymowali się podrobionymi dowodami.

Prosta weryfikacja danych w nich zawartych powinna wzbudzić poważne wątpliwości – widniały tam bowiem daty urodzenia wskazujące, iż rzekomi bracia J. mieliby w chwili nabycia nadmorskiej nieruchomości po 5 i 7 lat. W dodatku w jednym z dowodów numer PESEL po dokładniejszym sprawdzeniu okazał się numerem przypisanym kobiecie. Mimo to akt notarialny został sporządzony, a działkę spadkobiercy braci J. utracili.

Członkowie rodziny braci J. żądali od niedbałego notariusza 780 tys. zł odszkodowania, czyli wartości rynkowej utraconego gruntu. Jednak sąd I instancji oddalił powództwo, uznając, że notariusz wykonywał swoje czynności prawidłowo. Z taką oceną sprawy nie zgodził się sąd II instancji, który uwzględnił apelację i zasądził odszkodowanie, obniżone jednak o 40 proc. Sąd uznał, że notariusz nie dopełnił wymogu szczególnej staranności, a zatem naruszył art. 49 prawa o notariacie i powinien odpowiadać za szkodę. Jednak zdaniem sędziów przyczynili się też do niej spadkobiercy właścicieli nieruchomości, gdyż po zakończeniu postępowań spadkowych zaniechali urządzenia nowej księgi wieczystej.

Skargę kasacyjną złożyły obydwie strony, a Sąd Najwyższy nakazał ponowne rozpoznanie sprawy. – Mieliśmy do czynienia ze splotem okoliczności nakazującym notariuszowi wzmożenie czujności, chodzi tu zwłaszcza o udzielenie wyjątkowo szerokich pełnomocnictw, budzące wątpliwości dane wynikające z dowodów osobistych, zwłaszcza daty urodzenia oraz niepełne dane personalne. Tymczasem asesor przyjął oświadczenia o własności, nie zweryfikował tożsamości, nawet nie zdecydował się na dokonanie wglądu w księgi hipoteczne. Widać tu jego pewną nonszalancję, która wskazuje, że nie dochowano szczególnej staranności w wykonywaniu czynności notarialnych. Wymagania prawne w tym zakresie są bardzo wysokie i należy się do nich zastosować, zwłaszcza gdy notariusz spotyka się z nietypowymi okolicznościami lub stanami prawnymi – powiedział sędzia Roman Trzaskowski.

SN przyznał jednak, że można mówić o przyczynieniu się powodów do powstania szkody, przy czym sąd II instancji wartość przyczynienia wziął bez należytego uzasadnienia.

ORZECZNICTWO

Wyrok Sądu Najwyższego z 14 czerwca 2017 r. sygn. akt IV CSK 104/17