statystyki

Nie taki sędzia straszny, jak go politycy malują

autor: Emilia Świętochowska28.03.2017, 09:41; Aktualizacja: 28.03.2017, 10:30
Najczęstszym przewinieniem sędziów okazały się opóźnienia w pisaniu uzasadnień wyroków

Najczęstszym przewinieniem sędziów okazały się opóźnienia w pisaniu uzasadnień wyrokówźródło: ShutterStock

Część opinii publicznej przyjmuje za przedstawicielami resortu sprawiedliwości, że klasa sędziowska to zdemoralizowana elita upajająca się poczuciem bezkarności. Postanowiliśmy więc sprawdzić faktyczną skalę, rodzaj i kaliber naruszeń , których sprawcami byli sędziowie przez ostatnie trzy lata.

Reklama


Co roku korporacyjne sądy pierwszej instancji (sądy apelacyjne) dostają do zbadania w sumie kilkadziesiąt spraw sędziów, których zachowanie w trakcie służby bądź w życiu pozazawodowym uderza w interesy stron oraz wizerunek całego wymiaru sprawiedliwości. O jaskrawszych i bulwersujących przypadkach łamania zasad etyki, a nawet prawa karnego, można było zresztą wielokrotnie usłyszeć w ostatnich miesiącach. Część opinii publicznej utwierdziło to tylko w przeświadczeniu, że cała klasa sędziowska to zdemoralizowana elita upajająca się swoim poczuciem bezkarności. W efekcie narzuconej przez rządzących narracji, mówiąc dziś o dyscyplinarkach sędziów, łatwo jest się narazić na zarzut epatowania jednostkowymi wybrykami, które w żadnej mierze nie są reprezentatywne dla etycznej kondycji całego środowiska. Powtarzanie w kółko argumentu, że zawodowe występki to zupełny margines, jakoś nie ma jednak tej samej mocy perswazyjnej co dosadne historie i konkretne liczby. Postanowiliśmy więc sprawdzić faktyczną skalę, rodzaj i kaliber sędziowskich naruszeń. W tym celu przeanalizowaliśmy orzeczenia dyscyplinarne Sądu Najwyższego z ostatnich trzech lat (jest ich w sumie ponad 200, ale niektóre dotyczą tych samych spraw) wraz z rozstrzygnięciami sądów apelacyjnych, od których odwoływali się skazani, KRS lub minister sprawiedliwości. Naturalnie płynące z nich wnioski są tylko fragmentaryczne i nie wskazują wielu niuansów. Na pewno pozwalają jednak bardziej miarodajnie uchwycić stan etyki u sędziów niż wyizolowane przykłady przewijające się w mediach.

Niektóre zbadane przez obie instancje sprawy mogą wzbudzić oburzenie lub co najmniej niesmak. Czasem wywołać niedowierzanie, że osoba zdolna do podejmowania tak bezmyślnych decyzji czy cwaniackich zachowań ma (albo miała) mandat do sądzenia innych. Trudno też powstrzymać gorycz, gdy sędziowie cynicznie posługują się wszelkimi dostępnymi wybiegami procesowymi, żeby przewlekać postępowanie, choćby sprawa była prozaiczna, a ich odpowiedzialność oczywista. Zdarzają się i tacy, u których prywatne zawirowania rzutują na życie zawodowe: nie potrafią się rozwieść w cywilizowany sposób, zadłużają się u kolegów z sądu, dorabiają w ośrodkach paranaukowych albo wybuchają gniewem, gdy była żona utrudnia im kontakty z dziećmi. Czy się jednak kibicuje reformatorskim zamiarom resortu sprawiedliwości, czy patrzy na nie z dezaprobatą – nie da się zaprzeczyć, że przestępstwa i wykorzystywanie pozycji zawodowej do prywatnych celów to wśród sędziów zjawiska wyjątkowe, a nie norma.

Jest rok 2010. 35-letni sędzia Ł.S. po siedmiu latach stażu na stanowisku referendarskim zaczyna pracę w małym sądzie rejonowym w województwie lubuskim. Zostaje skierowany do wydziału cywilnego, w którym do tej pory orzekał tylko przewodniczący, teraz jego bezpośredni przełożony. Szybko orientuje się, że nie trafił najlepiej. Nie tylko dlatego, że codziennie dojeżdża do sądu 90 km. Wieloletnie zaniedbania organizacyjne i dotkliwe braki kadrowe spowodowały, że jednostka, w której przyszło mu orzekać, znalazła się w opłakanej kondycji. Sprawność załatwiania spraw należy tam do najgorszych w całym okręgu. Sekretariaty są zasypywane skargami obywateli sfrustrowanych tym, że w ich procesach miesiącami nic się nie dzieje. Nowo powołany sędzia dostaje referat składający się z ponad tysiąca różnej kategorii postępowań cywilnych, których akta w wielu przypadkach od dawna leżały na półkach nietknięte. Dodatkowo przez kilka pierwszych miesięcy dwa razy w tygodniu odrywa się od swoich głównych obowiązków, aby orzekać w wydziale karnym. Z jego przewodniczącą wchodzi zresztą w konflikt (nie on jeden) na tle wprowadzonego podziału zadań.

Rok później do rozstrzygania spraw cywilnych zostaje zaangażowany trzeci sędzia i ogólna sytuacja zaczyna się wreszcie poprawiać. W efekcie w 2013 roku Ł.S. ma na wokandzie średnio niewiele ponad pięć spraw cywilnych miesięcznie, a do napisania zazwyczaj trzy uzasadnienia. Z perspektywy statystycznego sędziego wyzwanie nie wydaje się przesadne, a mimo to bilans czterech lat pracy w lubuskim sądzie nie wygląda dla Ł.S. korzystnie: aż w 50 sprawach zalega z uzasadnieniami wyroków. W niektórych przypadkach spóźnienia wynoszą tydzień, w kilku innych termin ustawowy został przekroczony o kilka miesięcy, czego skutkiem są skargi na przewlekłość, a potem odszkodowania dla stron, za które płacą przecież podatnicy. Dyscyplinarka jest nieunikniona. Kończy się na upomnieniu, mimo że rzecznik dyscyplinarny domaga się surowszej kary.


Pozostało jeszcze 67% treści

Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc 97,90 zł
Zamów abonament

Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Zapoznaj się z regulaminem i kup licencję
Więcej na ten temat

Reklama


Polecane

Reklama

Komentarze (1)

  • cogito(2017-03-28 15:33) Zgłoś naruszenie 44

    A ile skarg klientów z "Książek skarg i zażaleń" na obsługę sklepową w PRL-u było uznawanych przez tych handlowców za zasadne? Minimalna ilość. Znaczy handel uspołeczniony i jego personel pracowali wzorowo :-) A skarżący "oczywiście bezzasadnie" to zwykłe męty społeczne. Po co zmieniliśmy ustrój?

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Galerie

Wyszukiwarka kancelarii

SzukajDodaj kancelarię

Polecane

Reklama