statystyki

Polska nie ma polityki wobec ukraińskich imigrantów [OPINIA]

autor: Mira Suchodolska, Michał Potocki10.03.2017, 08:55; Aktualizacja: 10.03.2017, 09:14
Polska-Ukraina

Obywatelowi Ukrainy kończy się regulowany prawem czas pobytu, powinien załatwić formalności, ma na to jeszcze tydzień. Próbuje się zarejestrować i umówić na rozmowę za pomocą internetu. Pierwszy wolny termin przypada za ponad miesiącźródło: ShutterStock

Co innego widać, co innego słychać. Także w kwestii obywateli Ukrainy. W ich ojczyźnie, ale przede wszystkim u nas, w Polsce. Można odnieść wrażenie, że jest niczym za słusznie minionych czasów PRL, kiedy to naród z partią (albo w odwrotnej kolejności) odnosił sukces za sukcesem, podczas gdy szara rzeczywistość wydawała co najwyżej żałosne skrzeki. I gdyby nie solidarność, przyzwoitość zwyczajnych ludzi, ich zaradność, nie dałoby się tego przeżyć.

Reklama


Ale ad rem – co mają wspólnego Ukraińcy przebywający dziś w Polsce z zamierzchłą przeszłością, kiedy to Ukraińska Socjalistyczna Republika Radziecka była częścią ZSRR? Nie będziemy się wdawać w historyczne dywagacje i porównania. Sednem jest to, że tak wtedy, jak i dziś politycy mają na ustach frazy kreślone pozłotką. I że tak naprawdę nic one nie znaczą. Oficjalnie jest tak, że bardzo się przyjaźnimy. Że Polska za Ukrainą, bo geopolityka, bo globalne interesy. Że nasz rynek pracy bez ludzi stamtąd się zawali. Że nasza demografia, nasz ZUS, nasze emerytury... Że ich chcemy, zapraszamy, ułatwiamy. I tak dalej. Jak jest faktycznie? Niech opowiedzą o tym obrazki z rzeczywistości, a raczej szkice, bo ten tekst nie będzie pełnym rozmachu dziełem jak, nie przymierzając, Matejkowska „Bitwa pod Grunwaldem”.

Przenieśmy się do Wielkopolskiego Urzędu Wojewódzkiego w Poznaniu, do wydziału spraw obywatelskich i cudzoziemców, choć równie dobrze może być to każdy taki wydział w dużym mieście. Obywatelowi Ukrainy kończy się regulowany prawem czas pobytu, powinien załatwić formalności, ma na to jeszcze tydzień. Próbuje się dodzwonić na infolinię. Niemożliwe. Mija dzień, drugi, trzeci. Próbuje się zarejestrować i umówić na rozmowę za pomocą internetu. Pierwszy wolny termin przypada za ponad miesiąc. Proszę samemu spróbować – oto internetowy adres: rejestracja.poznan.uw.gov.pl. Kiedy my podejmowaliśmy to wyzwanie 8 marca, system proponował nam najbliższy termin na 11 kwietnia. W Warszawie jest jeszcze gorzej. W praktyce, gdy otrzyma się roczne prawo pobytu, natychmiast trzeba zaczynać starać się o jego przedłużenie. Bo może nie starczyć czasu.

Nasz cudzoziemiec jest w tej szczęśliwej sytuacji, że ma polskiego przyjaciela, który chce mu pomóc w pokonywaniu biurokratycznej rafy. I udają się razem do urzędu. Na pierwszy rzut oka Jewropa, automaty z numerkami, można się zarejestrować, ale faktycznie się nie da, nie działa. Bo skończył się limit dzienny numerków. – Co mamy zrobić? – zaczepiona na korytarzu urzędniczka chce być pomocna i odpowiada, że nic, trzeba się jakoś prześlizgnąć przez ten miesiąc i nie dać złapać. Ewentualnie można przyjść na drugi dzień rano i spróbować wbić się „na chama”. Przychodzą więc na kilka godzin przed otwarciem urzędu. A tam czarno od ludzi, którzy czekają tu już od nocy. Automat z numerkami nie działa. Działa natomiast komitet kolejkowy, który podsuwa listę, na którą można się wpisać. Na 37. miejscu. Wokół krążą podejrzane typy, rzekomo z kontaktami, które za pieniądze obiecują załatwienie lepszego miejsca w kolejce.

Energiczne osoby ze zmontowanego naprędce komitetu ustawiają interesantów w ogonku do automatu, co pewien czas sprawdzają obecność, wykreślając tych, którzy odeszli (do toalety na przykład) lub nie zgłosili się błyskawicznie. Na ich miejsce wchodzą następni. Kiedy wybija godzina, a wydział zaczyna urzędowanie, odblokowany zostaje automat, więc można pobrać numerek i dalej czekać w kolejce. – Na sześć biurek są obsadzone cztery. Można by było szybciej, ale urzędnicy biegają do sąsiedniego budynku po teczki tych, którzy nie zarejestrowali się internetowo. Mają dobre intencje, ale brakuje im sił przerobowych – opowiada Polak, który starał się pomóc w załatwieniu tej sprawy. Dodaje, że był czerwony ze wstydu, choć osoba, w imieniu której się starał przejść przez kolejki i komitety, była mu wdzięczna, bo nie trzeba było dawać łapówek. Jewropa.

Teraz będzie mniej miło. Spotykamy się z ukraińskim małżeństwem, które jeszcze cztery lata temu mieszkało w Doniecku. Serhij, pastor jednego z ewangelikalnych kościołów protestanckich, które cieszą się na Ukrainie pewną popularnością. I jego żona Wałentyna, szwaczka. Mieli własną działalność gospodarczą (ona szyła, on budował) i prowadzili fundację pomagającą dzieciom chorym na gruźlicę i na raka. Była wiosna 2014 r., kiedy w Doniecku rozkwitał inspirowany z Rosji bunt. Jak opowiadają, donieccy protestanci powitali go na placu Konstytucji – taki symbol – modlitwą o jednolitą Ukrainę. Potem było bicie, wyłapywanie prowodyrów i wsadzanie ich do piwnic na tortury, wreszcie rosyjskie czołgi i prześladowania. Protestanci od samego początku mieli przerąbane. Wiadomo, jakieś dziwaczne, zachodnie wymysły, zamiast świętej wiary prawosławnej. Serhij i Wala uciekli więc na zachodnią Ukrainę do Równego, gdzie spodziewali się uzyskać pomoc od swojego państwa.


Pozostało jeszcze 52% treści

Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc 97,90 zł
Zamów abonament

Mam już kod SMS
Więcej na ten temat

Reklama


Artykuły powiązane

Polecane

Reklama

Komentarze (3)

  • brand(2017-03-10 15:35) Zgłoś naruszenie 70

    Cały czas słyszę że mamy nadmiernie rozbudowaną armię urzędników. Czy wobec tego, że runęła do nas rzesza Ukraińców mamy zatrudnić jeszcze więcej urzędnikow żeby szanowni państwo z Ukrainy mieli komfort w załatwianiu spraw i przedłużania pobytu? Bez przesady z tą uczynnością. To raz. Po drugie skoro artykuł jest poswięcony sprawom bytowym obywateli Ukrainy w Polsce, dobrze by się było powstrzymać od propagandy. Jakby rząd Poroszenki nie bił swoich na wschodzie Ukrainy, to oni nie uciekaliby do Polski.

    Odpowiedz
  • O to chodzi(2017-03-10 15:15) Zgłoś naruszenie 60

    Dzięki temu, ze najechało dużo Ukraińców, rządowi się udało utrzymać niskie pensje w sektorze prywatnych przedsiębiorstw oraz w usługach. Wiec Polska nadal będzie krajem z najtańsza robicizna w UE i o to chyba chodzi w polityce migracyjnej.

    Pokaż odpowiedzi (1)Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Galerie

Wyszukiwarka kancelarii

SzukajDodaj kancelarię

Polecane

Reklama