Prezes Jarosław Kaczyński miał stwierdzić, że przy okazji jej uchwalania (co ostatecznie nastąpiło w połowie grudnia, w Sali Kolumnowej; Dz.U. z 2015 r. poz. 2249) „widać było lobbing”.

Projekt nowelizacji, choć oficjalnie przedstawiany jako poselski, w rzeczywistości powstał w resorcie środowiska. Do laski marszałkowskiej trafił jako inicjatywa parlamentarzystów, by nowe przepisy można było szybciej uchwalić – z pominięciem czasochłonnej procedury konsultacji. Wiele wskazuje jednak na to, że ten przypadek posłów rządzącej partii nauczył, że lepiej aż tak się nie spieszyć.

Potrzebna petycja

Eksperci często używają argumentu, że podstawowa różnica pomiędzy projektami rządowymi a poselskimi jest taka, że te pierwsze muszą być konsultowane, a drugie – nie. Ale to nie do końca prawda. Artykuł 34 ust. 3 regulaminu Sejmu stanowi, że uzasadnienie projektu składanego przez posłów powinno przedstawiać również wyniki przeprowadzonych konsultacji. A w sytuacji gdy posłowie o to nie zadbali, powinien to zrobić za nich marszałek Sejmu. Mówiąc wprost: najpierw powinien skierować inicjatywę do konsultacji, a dopiero później do pierwszego czytania. Tak się jednak dzieje coraz rzadziej. Dlaczego?

Część polityków używa argumentu, że „konsultacje projektów ustaw odbyły się już przy urnach wyborczych”. Inni dodają, że działają etycznie, więc konsultować nowe rozwiązania muszą jedynie z własnymi sumieniami. Wygląda jednak na to, że jedni i drudzy staną przed koniecznością dokładniejszego weryfikowania jakości projektowanych przepisów. A to dlatego, że regulaminowe reguły przeprowadzania konsultacji mają być dokładniejsze.

Okazja do zmian pojawiła się dzięki Fundacji Batorego. Kilka miesięcy temu wystąpiła ona do marszałka Sejmu z wnioskiem o wprowadzenie zmian, dzięki którym konsultacje byłyby częstsze i bardziej przejrzyste. Marszałek uznał, że nie powinien samodzielnie decydować o tak ważnych sprawach, i zaproponował, by aktywiści złożyli do Sejmu petycję. A ci to uczynili.

W zeszłym tygodniu petycja została rozpoznana przez posłów zasiadających w komisji ds. petycji. Poparli oni zmiany proponowane przez Fundację Batorego. Jeśli tylko poparcie wyrazi także kolejna sejmowa komisja – ustawodawcza – droga do znowelizowania regulaminu Sejmu będzie stała otworem. A to, jak przyznają eksperci, wydaje się koniecznością.

Większa przejrzystość

– Wraz ze wzrostem liczby projektów, które procedowane są wyłącznie w parlamencie, obywatele stracili faktyczną możliwość udziału w procesie legislacyjnym wielu ustaw. A to nie sprzyja dobremu prawu (co potwierdza m.in. ustawa o ochronie przyrody) i poczuciu obywateli, że mają wpływ na sprawy publiczne – twierdzi Krzysztof Izdebski, prawnik, dyrektor programowy Fundacji ePaństwo.

Na potrzebę możliwie najszerszych konsultacji zwraca uwagę także radca prawny Grzegorz Maślanko, partner w Grant Thornton. – Brak oceny skutków regulacji nie pozwala na przewidzenie konsekwencji wprowadzenia danych przepisów. Wzrasta ryzyko, że w toku ich przygotowywania nie zostaną wychwycone i uwzględnione słabości przedstawionej do rozpatrzenia propozycji – zaznacza.

Fundacja Batorego nie łudzi się jednak, że przyspieszona ścieżka poselska stanie się bliźniaczo podobna do tej rządowej – dokładniejszej i czasochłonnej. Zdaniem Krzysztofa Izdebskiego celem petycji nie jest tworzenie nowej rzeczywistości, a jedynie próba uporządkowania tej istniejącej.

Zdaniem autorów propozycji nie chodzi nawet o to, by wydłużać procedury, lecz by uczynić je przejrzystymi. Przykładowo na stronie internetowej Sejmu powinny w jednym miejscu znajdować się informacje, komu przekazano dany projekt do konsultacji i jaka opinia wpłynęła z powrotem do Sejmu. Wówczas bez trudu będzie można porównać, co kto sądził na temat propozycji jeszcze przed jej wejściem w życie. A także dostrzec, kiedy marszałek Sejmu narusza regulamin, nie przekazując inicjatywy poselskiej do konsultacji w ogóle.

– To, że dana partia wygrała wybory, nie może oznaczać, że obywatele nie mają możliwości wpływania na polityków i wiedzy o procesie podejmowania przez nich decyzji – zwraca uwagę Izdebski. Z kolei jeden z posłów PiS nieoficjalnie przyznaje, że tak jak jeszcze pół roku temu nikt w partii nie spojrzałby przychylnie na pomysł zwiększenia obowiązków konsultacyjnych, tak po kilku spektakularnych wpadkach nastroje w klubie są już mniej bojowe. 

Etap legislacyjny

Petycja skierowana do dalszych prac sejmowych