Artykuł 119 ustawy o kosztach sądowych w sprawach cywilnych (t.j. Dz.U. z 2016 r. poz. 623; dalej u.k.s.c.) stanowi, że zapłata należności Skarbu Państwa z tytułu nieuiszczonych kosztów sądowych oraz grzywien orzeczonych w postępowaniu cywilnym może być rozłożona na raty albo umorzona, jeżeli natychmiastowe ich ściągnięcie byłoby połączone z niewspółmiernymi trudnościami lub groziłoby dłużnikowi zbyt ciężkimi skutkami.

Sens stworzenia tego przepisu był jasny: nie obciążać zbytnio obywateli, gdyż prawo do sądu jest przecież zagwarantowane w konstytucji.

Paradoksalnie jednak zakres przedmiotowy tego przepisu jest dość wąski. I na raty rozłożyć nie można tego, co dla wielu ludzi jest najistotniejsze: opłaty od pozwu.

Zamknięcie drogi

Dlaczego tak jest, wyjaśnił niedawno Sąd Apelacyjny w Krakowie (sygn. akt I ACz 2315/16). Stwierdził, że oczywiście opłaty sądowe wchodzą w skład kosztów sądowych. Ale nie są już należnościami sądowymi w rozumieniu wyżej wspomnianego art. 119 u.k.s.c. A to dlatego, że te ostatnie powinny być orzeczone, co oznacza, że musi istnieć orzeczenie nakazujące ich pobranie. A w stosunku do opłaty od pozwu, którą wnosi się w pierwszej kolejności, tego oczywiście być nie może.

„Przepis art. 1262 par. 1 kodeksu postępowania cywilnego stanowi, że sąd nie podejmie żadnej czynności na skutek pisma, od którego nie została uiszczona należna opłata. Opłata ta na obecnym etapie postępowania nie stanowi należności sądowej w rozumieniu art. 119 u.k.s.c., ponieważ nie została orzeczona ani nie podlega ściągnięciu, a jedynie może zostać dobrowolnie uiszczona przez stronę, natomiast rygorem jej nieuiszczenia nie jest wszczęcie postępowania egzekucyjnego, tylko zwrot pozwu, czyli następstwo o charakterze procesowym” – wyjaśnił Sąd Apelacyjny w Krakowie.

Tym samym w praktyce zamknął obywatelowi drogę do sądu. Choć, jak podkreślono w wydanym postanowieniu, powód został w znaczącej mierze zwolniony od kosztów sądowych. Tym samym konstytucyjna reguła wyrażona w art. 45 ust. 1 ustawy zasadniczej zdaniem sądu została uszanowana.

Na koszt podatnika

Jednak zdaniem ekspertów tak nie powinno być.

– Należy znowelizować przepisy, wprowadzając możliwość wnoszenia opłaty od pozwu ratalnie – przekonuje radca prawny Jerzy Kozdroń, partner w kancelarii Kozdroń Springer, były wiceminister sprawiedliwości. Jego zdaniem powszechne obecnie podejście sędziów, opierające się na szerokim zwalnianiu powodów od kosztów sądowych, jest błędne.

– Trzeba pamiętać o tym, że wówczas za prowadzone postępowanie płacimy my wszyscy jako podatnicy – przypomina ekspert. I dodaje, że znacznie lepszym pomysłem byłoby właśnie rozkładanie opłat na raty.

– Wówczas wniesienie pierwszej raty przerywałoby lub chociaż wstrzymywało bieg przedawnienia. A po wniesieniu ostatniej sąd wyznaczałby termin rozprawy – proponuje były wiceminister, dodając, że dzięki takiemu rozwiązaniu państwo nie musiałoby dotować wymiaru sprawiedliwości w tak dużej mierze jak obecnie. A ludzie, którzy w danej sprawie nie zostaliby całkowicie zwolnieni od kosztów, mieliby możliwość skutecznego wniesienia powództwa nawet w razie braku pieniędzy w danej chwili.

Podobne postulaty pojawiają się od kilku lat.

Formułuje je między innymi Europejski Trybunał Praw Człowieka w orzecznictwie dotyczącym Polski. Strasburscy sędziowie uważają, że co prawda sam brak takiej możliwości nie narusza jeszcze konwencji, to standardy ochrony praw człowieka znacząco by wzrosły po wprowadzeniu „nowej postaci zwolnienia od kosztów sądowych” polegającej na rozłożeniu ich na raty.

Podobny postulat sformułował również w 2014 r. Instytut Wymiaru Sprawiedliwości. Doktor Marcin Dziurda, były prezes Prokuratorii Generalnej, w opracowaniu IWS zaznaczył, że można by wziąć przykład z procedury niemieckiej, gdzie instytucja rozkładania opłat sądowych na raty jest z powodzeniem stosowana.

– Zastrzec jednak należy, że wprowadzenie w naszym systemie prawnym możliwości rozkładania opłat sądowych na raty wymagałoby usprawnienia systemu egzekucji należności sądowych – zaznaczał ekspert.

Ile trzeba zapłacić w sądzie?

Ile trzeba zapłacić w sądzie?

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Kontrowersyjny przecinek

Co jednak ciekawe, Artur Bilski, prawnik z Instytutu Prawa Cywilnego Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego, przekonuje, że nowelizacja przepisów wcale nie jest potrzebna. I że po prostu sądy błędnie interpretują art. 119 u.k.s.c. Przyjmują bowiem – wbrew wykładni językowej przepisu – że sformułowanie „orzeczonych w postępowaniu cywilnym” odnosi się zarówno do grzywien, jak i do znajdujących się przed wyrazem „oraz” nieuiszczonych kosztów sądowych.

– Gdyby ustawodawca chciał, aby wyrażenie „orzeczonych w postępowaniu cywilnym” miało zastosowanie zarówno do grzywien, jak i do nieuiszczonych kosztów sądowych, po słowie „grzywien” znajdowałby się przecinek. A go nie ma – wyjaśnia mec. Bilski.

– Według mnie oznacza to, że jedynie grzywny muszą zostać „orzeczone”, aby ich zapłatę można było rozłożyć na raty. Co do kosztów sądowych takiego wymogu nie ma. Brak więc przeciwwskazań, by opłatę od pozwu rozłożyć na raty już teraz – argumentuje prawnik z UW.

Choć jednocześnie przyznaje, że dotychczas ani w orzecznictwie, ani w doktrynie nie zwrócono uwagi na brak przecinka. Z tego też względu dobrze byłoby, aby art. 119 u.k.s.c. zinterpretował wreszcie Sąd Najwyższy. I dopiero po ewentualnym uznaniu przezeń, że opłat na raty rozkładać nie można, działania mogłoby podjąć Ministerstwo Sprawiedliwości. Które na naszą prośbę o komentarz nie odpowiedziało.