W internecie furorę zrobił krótki filmik, w którym przesłuchiwany przed sejmową komisją śledczą były prezes Sądu Okręgowego w Gdańsku na pytanie „kto to jest caryca” wyjaśnia, że jedyna, która przychodzi mu do głowy, to caryca Katarzyna. A przepytujący go poseł partii rządzącej indaguje dalej, próbując wyciągnąć jej nazwisko. Wobec komizmu płynącego z bezsensownych pytań, siedząca obok parlamentarzysty adwokat – posłanka tej samej partii – nie potrafi ukryć rozbawienia.

Historia ta jest i śmieszna, i smutna. Ale skłania też do kilku głębszych refleksji. Obrazuje z jednej strony, czym może skutkować tzw. udział czynnika ludowego w wymiarze sprawiedliwości. Wbrew intencjom, niewłaściwie sformatowany prowadzi do całkowitego dyletanctwa w wymierzaniu sprawiedliwości. Do uznaniowości, emocjonalności i bezrefleksyjności, podporządkowanej orzekaniu w myśl tzw. odczuć społecznych, czyli – innymi słowy – szukania taniego poklasku na szpaltach tabloidów. Zabawna historyjka zaczyna przerażać, gdy uświadomimy sobie, że ktoś pozbawiony kompetencji prawniczych mógłby rozstrzygać naszą własną sprawę.

Z drugiej strony budzi przerażenie świadomość, że urzędnik z Ministerstwa Sprawiedliwości mógłby dzwonić w naszej własnej sprawie do prezesa sądu i wymusić podjęcie jakichkolwiek czynności, nie mówiąc już o sugerowaniu kierunku rozstrzygnięcia. Smutna historia byłego prezesa SO w Gdańsku obrazuje, jak słabi bywają ludzie; że to oni wedle własnych możliwości i ograniczeń decydują o obrazie wymiaru sprawiedliwości. Obraz ten bywa oczywiście różnorodny. Praktyk dostrzega na co dzień prokuratorów, którzy potrafią, ryzykując własne kariery, zachować się przyzwoicie. I to mimo, że nie mają gwarancji, które chroniłyby ich przed ewentualnymi negatywnymi konsekwencjami postawy niezgodnej z oczekiwaniami przełożonych. Widzi też sędziów – na szczęście nielicznych – dla których nawet gwarancje niezawisłości nie stanowią wystarczającej ochrony przed oportunizmem, chęcią przypodobania się politykom, dążeniem do taniego poklasku i aprobaty bliżej nieskonkretyzowanej opinii społecznej. Nie zapobiegają rutynie i urzędowości rozstrzygania spraw, wymagających czegoś więcej niż tylko bezrefleksyjne odwołanie się do automatycznie odczytanej normy.

Wreszcie uległość prezesa sądu dowodzi, że prowokacja dziennikarska – stanowiąca przedmiot analiz komisji sejmowej – „trafiła w dziesiątkę”. Że taki telefon nie stanowił zaskoczenia. Że interwencje polityczne w praktyce sądowej niestety się zdarzają. Że politycy wiedzą, że mogą zadzwonić.

Moc uzasadnienia

Codzienna rzeczywistość wymiaru sprawiedliwości jest w istocie banalna. Ludzie bywają słabi, ulegają różnorakim pokusom – także, a może przede wszystkim tym, które zdają się stwarzać możliwości szybszej kariery zawodowej. Ale bez ludzi nie da się zbudować wymiaru sprawiedliwości. Centralną osią procesu orzeczniczego jest bowiem człowiek. Ponieważ jednak bywa ułomny, niezbędny jest system reguł zapewniających właściwe stosowanie prawa. Potrzebne są więc gwarancje sędziowskiej niezawisłości i immunitet orzeczniczy. Niezbędny jest skomplikowany system reguł zapewniających roztropne, rozważne i sprawiedliwe stosowanie prawa; wymuszających poszukiwanie odpowiedzi na skomplikowane pytania związane z rozpoznawaną ludzką historią, nie zaś jedynie formalistyczne podejście, prowadzące do załatwienia kolejnej przydzielonej sprawy i odnotowania jej w rejestrze „zakończone”.

Sąd to szczególne miejsce w strukturze społecznej. Decyduje się tu o najważniejszych kwestiach, nie zaś o bieżącej lub postrzeganej długoterminowo polityce. Dlatego sądy we współczesnych demokracjach konstytucyjnych są niezależną władzą, a sposób orzekania jest ściśle ustawowo uregulowany. Chodzi wszak o wymierzanie sprawiedliwości, nie zaś o spełnianie nasączonych emocjami oczekiwań społecznych lub aktualnych kaprysów polityków. Konstytucyjne i ustawowe gwarancje, na których zbudowany jest system wymiaru sprawiedliwości, mają służyć wyłącznie obywatelom, nie przedstawicielom zawodów prawniczych. I w żadnym wypadku politykom, niezależnie od tego, czy aktualnie sprawują władzę, czy też znajdują się w opozycji. Prawidłowe wykonywanie zawodu sędziowskiego wymaga pełnego immunizowania czynności orzeczniczych – tu potrzebne są twarde, niezbywalne konstytucyjne gwarancje niezawisłości, bo to one służą realizacji prawa obywatela do rzetelnego procesu. Obywatel musi wiedzieć, że rozpoznającemu jego sprawę sędziemu nic nie grozi, jeśli wyda niepopularne lub niespełniające oczekiwań polityków rozstrzygnięcie. Sędzia musi mieć gwarancje zapewniające niezależność od oczekiwań polityków oraz bliżej nieskonkretyzowanej opinii społecznej. Sprawiedliwość ujęta w instytucjonalne ramy nie jest bowiem sprawiedliwością tłumu, choć powinna mieścić się w ramach minimum akceptowalnej społecznie moralności. Wymierzanie sprawiedliwości nie jest zarazem dowolne, dokonuje się bowiem w ramach publicznie prowadzonej debaty, której granice wyznaczają obowiązujące przepisy prawa oraz powszechnie akceptowane zasady moralne. W tych ramach każde rozstrzygnięcie podlega kontroli opartej na klarownych, przewidzianych w prawie przesłankach, nie zaś społecznych emocjach czy politycznych oczekiwaniach i kalkulacjach.

Każde rozstrzygnięcie, choć zapada w jednostkowej sprawie, wymaga uzasadnienia i usprawiedliwienia. Jego podstawowym celem jest nie tylko przekonanie występujących w sprawie stron o słuszności wydanej decyzji, ale także przedstawienie racji wyjaśniających istotę prawa w kontekście tego rozstrzygnięcia, ukazujących związki prawa z powszechnie akceptowanymi w społeczeństwie wartościami. W istocie dyskursywne stosowanie prawa przez sądy, oparte na pogłębionej argumentacji, stwarza podstawy do kontroli sposobu korzystania z przyznanej sędziom władzy. A realizowane w sposób prawidłowy i konsekwentny służy uzyskaniu i utrzymaniu społecznego zaufania do wymiaru sprawiedliwości. W tej perspektywie prawnicy, a w szczególności sędziowie, uczestniczą w społecznym dyskursie dotyczącym najważniejszych spornych spraw. Mówiąc inaczej, rozstrzygnięcia sądowe muszą być uzasadnione zarówno w perspektywie formalno-prawnej, jak i w perspektywie wartości, których ochronie prawo służy. To uzasadnienie stanowi podstawę weryfikacji poprawności decyzji w trybie kontroli sprawowanej przez sądy odwoławcze. Zarazem to samo uzasadnienie stanowi podstawową przesłankę społecznego zaufania i aprobaty dla wymiaru sprawiedliwości. Prawo nie działa bowiem już dzisiaj wyłącznie mocą formalnego władztwa, lecz przede wszystkim mocą uzasadnienia, odwołującego się do akceptowanych wartości.

W ten sposób – zdecydowanie lepiej niż poprzez uczynienie z „przedstawicieli ludu” członków władzy sądowniczej – zapewniać można społeczny udział, partycypację oraz kontrolę wymiaru sprawiedliwości. Zapobiegać niepokojącej alienacji tych, którym powierzono rozsądzanie ludzkich sporów. Władza sądzenia to służba w imię wartości i społecznej solidarności, nie zaś osobiste imperium dodające blasku i ważności. Nie można mylić funkcji sędziego i celebryty, nie można mieszać orzekania z polityką. Sędzia nie powinien ogrzewać się w blasku dziennikarskich jupiterów. Władza sądzenia to władza oparta na mądrości, wiedzy, rozsądku i roztropności, nie zaś wyłącznie na instytucjonalnym imperium.

Z dala od polityki

W tym kontekście zdaje się nie budzić wątpliwości, że podstawowym warunkiem sensowego wypełnienia konstytucyjnych funkcji wymiaru sprawiedliwości jest pełne i konsekwentne oddzielenie go od politycznych wpływów. Fundamentalne znaczenie ma także instytucjonalne zagwarantowanie dystansu stosujących prawo wobec politycznych i społecznych oczekiwań, generowanych częstokroć przez podawane w formie sensacji szczątkowe informacje z mediów. Wymierzanie sprawiedliwości wymaga dystansu i rozwagi. Właściwą perspektywę i gwarancję wydawania roztropnych, wynikających z głębokiego namysłu, opartych na prawie oraz uwzględniających akceptowane w społeczeństwie wartości ocen, zapewniają obowiązujące regulacje prawne. W szczególności zaś gwarancje niezawisłości i niezależności sądów oraz zasada podlegania przez sędziów wyłącznie konstytucji i ustawom. Uzupełniane o zasady etyki, których bezwzględne egzekwowanie stanowi jedną z gwarancji społecznej akceptacji dla przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości.

Zarazem wszelkie niezwiązane z funkcjami orzeczniczymi przywileje dla zawodu sędziego wręcz osłabiają ten zawód, bo podważają zaufanie wobec niego. Tym bardziej gdy ich przyznanie zależy od woli polityków. Każdy przypadek usiłowania uzyskania politycznego wpływu na wymiar sprawiedliwości jest zjawiskiem niezwykle niebezpiecznym i symptomatycznym. Przypomina bowiem, że w żadnym systemie nie sposób wykluczyć kolejnych telefonów z ministerstwa do sędziego. Telefonów niszczących sprawiedliwość i łamiących kręgosłupy moralne z uwagi na ułomność ludzką. Dlatego tak ważna jest niezawisłość sędziowska, apolityczność wymiaru sprawiedliwości i samorządność zawodów prawniczych. Dlatego tak ważne jest przekonywające uzasadnienie wydawanych rozstrzygnięć, konstruowane ze świadomością, że stanowi część publicznie prowadzonej debaty i podlega społecznej ocenie. Stąd istotny jest prawidłowo funkcjonujący system rzeczywistej, a nie pozornej, dwuinstancyjnej kontroli orzeczeń oraz sprawny system kontroli konstytucyjności prawa, zapewniający, iż żadne rozstrzygnięcie nie będzie naruszać konstytucyjnych wolności i praw. Oba elementy stanowią ustrojowe filary wymiaru sprawiedliwości.

Tworzony przez lata scentralizowany system kontroli konstytucyjności prawa, stanowiący jedną z najważniejszych gwarancji prawidłowego funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości, dzisiaj praktycznie już nie istnieje. Został zdezawuowany i zniszczony w wyniku trwającej ponad rok wojny polityków o dominację nad Trybunałem Konstytucyjnym. Do wybuchu tej wojny niewątpliwie przyczyniła się możliwość trwania przez niektórych prawników na eksponowanych stanowiskach przez lata i system kooptacji markujący jedynie właściwą rotację osobową, która w założeniu była fundamentem konstytucyjnej konstrukcji trybunału.

W sporze o Trybunał Konstytucyjny niestety znaczącą rolę odegrała także ludzka ułomność, którą politycy bezwzględnie i cynicznie wykorzystali, dążąc do pełnego podporządkowania sobie systemu kontroli konstytucyjnej. W trakcie minionych miesięcy mogliśmy obserwować aktywność sędziowską w procesie legislacyjnym, nieumiejętne zaangażowanie medialne, stwarzające politykom możliwość spersonalizowania ataku na trybunał, i narzucenie politycznej narracji, która racje ustrojowe oraz sferę gwarancji praw i wolności obywatelskich wyrzuciła z impetem poza obszar publicznej debaty. Drugą stroną tej ułomności była... niezłomność, która kazała politykom pokazać twarz bezwzględnego agresora, nie wahającego się dla realizacji określonych politycznych celów użyć całego aparatu władzy i propagandowych mediów. Po to, by ostatecznie – uchwalając aż kilka ustaw zmierzających do paraliżu i zniszczenia TK – w sposób daleki od prawniczej finezji osiągnąć zamierzony cel. Do efektów tego gorszącego procesu trzeba zaliczyć zniechęcenie i załamanie, skutkujące rezygnacją jednego z sędziów trybunału z urzędu.

Naprawić wymiar sprawiedliwości

To jedynie potwierdza zasadę, iż gwarancją poprawnego – bo przecież nigdy nie idealnego – funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości są odpowiednio skonstruowane i przewidziane w prawie mechanizmy. Reguły tworzące systemowe gwarancje dla wszystkich. I dla tych silnych, i dla słabych. Dla tych na wskroś uczciwych i dla tych, którzy nie mogą stanąć na cokołach. Zapewniające wybór najlepszych kandydatów do pełnienia najważniejszych funkcji w sądownictwie: i to nie tylko posiadających najwyższe kompetencje merytoryczne, lecz także dających rękojmię należytego, rzetelnego i godnego pełnienia powierzonych im obowiązków. Historia zdezawuowania Trybunału Konstytucyjnego pokazuje, jak niebezpieczne i brzemienne w destrukcyjne skutki jest mieszanie polityki z wymiarem sprawiedliwości. Polityczne zdeptanie i podporządkowanie Trybunału Konstytucyjnego zachwiało systemem kontroli konstytucyjności. Spowodowało zarazem wymianę pierwszego garnituru prawników – takiego, na jaki nas było stać – na piąty. Gumowy kręgosłup kompletnie politykom nie przeszkadza. Z ich punktu widzenia przeszkadza właśnie niezawisłość sędziowska, bo utrudnia polityczny wpływ na orzekanie.

W konsekwencji kontrolę konstytucyjności prawa będą musiały przejąć sądy, sprawując ją w toku rozstrzygania indywidualnych spraw, na zasadzie tzw. rozproszonej kontroli konstytucyjności. I to pomimo że wymiar sprawiedliwości w Polsce daleki jest od doskonałości; że procedury stworzone zostały jedynie w oparciu o potrzeby dostrzegane zza sędziowskiego stołu; że wymaga on zmian zwłaszcza tam, gdzie jest niewydolny, nieprzyjazny, niespójny i nieskoordynowany; gdzie do każdej gałęzi prawa potrzebna jest inna procedura, a wspólnych reguł nie ma nawet wtedy, gdy podobieństwa przeważają nad odmiennościami. I tam, gdzie dostęp do wymiaru sprawiedliwości jest dla mniej zamożnych wciąż utrudniony ze względu na horrendalnie wysokie opłaty sądowe, jak i całkowicie niewydolny i nieefektywny system tzw. nieodpłatnej pomocy prawnej.

Zmian wymaga także system kształcenia i naboru do pełnienia funkcji sędziowskich, dla których doświadczenie w innych zawodach prawniczych, a także nabywana wraz z wiekiem właściwa perspektywa są nie do przecenienia. Przygotowanie sensownych propozycji zmian we wskazanych obszarach wymaga jednak wspólnego namysłu prawników wszystkich profesji, ale i woli polityków, zdeterminowanych system rzeczywiście naprawić, nie zaś tylko podporządkować go politycznie. Pozostawienie tej kwestii politykom skutkować będzie jedynie pogłębieniem widocznych już negatywnych zjawisk. Wszelkie propozycje zmian dotyczących wymiaru sprawiedliwości muszą opierać się na uznaniu i akceptacji konstytucyjnych zasad: niezawisłości sędziowskiej, niezależności orzeczniczej oraz podporządkowania sędziego tylko konstytucji i ustawom. Nie da się zbudować sprawnego i uczciwego systemu sądownictwa, zastępując profesjonalistów „czynnikiem społecznym”. Nie da się go naprawić poprzez tworzenie incydentalnych komisji, których działalność być może pozwoli wyjaśnić jednostkowy przypadek, nie będzie jednak wpływać na funkcjonowanie całego systemu. Nie można bowiem zapominać, że w każdą działalność ludzką wpisana jest ułomność, tak łatwa do cynicznego wykorzystania przez polityków.

Dlatego właśnie, myśląc o wymiarze sprawiedliwości, nie można stracić z pola widzenia tego, że jego fundamentem jest orzecznicza niezawisłość. Że bez niej nie ma możliwości zapewnienia gwarancji szybkiego, przyjaznego i trafnego rozstrzygania spraw. Wymiar sprawiedliwości to przecież nie tylko zbiór wszystkich sądów i sędziów, ale przede wszystkim zbiór spraw toczących się przed sądami. To suma krzywd i problemów, które zostały złożone w ręce orzekających. Od trafności, szybkości i – co nie mniej ważne – formy rozstrzygnięcia i jego uzasadnienia zależy społeczna ocena trzeciej władzy.

Wymiar sprawiedliwości to system naczyń połączonych: bez niezawisłych sądów nie istnieje adwokatura, radcowie prawni, prokuratura ani notariat. Bez niezależnej adwokatury i innych zawodów prawniczych nie ma dobrego sądownictwa. To równie istotne, jak gwarancje trójpodziału władzy tworzące system „checks and balances”, niepozwalający na dominację żadnej z nich. Te zasady nie są stworzone dla prawników, lecz dla społeczeństwa. Dla jednostek poszukujących sprawiedliwości. Przez wzgląd na nie – na obywateli – wymażmy raz na zawsze z pamięci politycznie uległych prezesów sądów i niekompetentnych przesłuchujących. Myśląc o sanacji tego skomplikowanego mechanizmu trzeba poszukiwać racjonalnych i funkcjonalnych rozwiązań, a nie dążyć do odzyskania utraconej pozycji. I trzeba podjąć to wyzwanie, zanim politycy zdążą „naprawić” sądownictwo tak, jak Trybunał Konstytucyjny... 

Wymiar sprawiedliwości to system naczyń połączonych: bez niezawisłych sądów nie istnieją adwokatura, radcowie prawni, prokuratura ani notariat. Bez niezależnej adwokatury i innych zawodów prawniczych nie ma dobrego sądownictwa. To równie istotne jak gwarancje trójpodziału władzy tworzące system checks and balances

Nie da się zbudować sprawnego i uczciwego systemu sądownictwa, zastępując profesjonalistów „czynnikiem społecznym”. Nie da się go naprawić poprzez tworzenie incydentalnych komisji, których działalność być może pozwoli wyjaśnić jednostkowy przypadek, nie będzie jednak wpływać na funkcjonowanie całości

prof. dr hab. Maciej Gutowski

prof. dr hab. Piotr Kardas