statystyki

Romans to umowa nienazwana

autor: Paulina Szewioła31.12.2016, 08:00
Świadczenia obu stron były ekwiwalentne – pozwana poświęcała powodowi swój czas, towarzystwo i zaangażowanie w związek, w zamian za co otrzymywała wsparcie finansowe

Świadczenia obu stron były ekwiwalentne – pozwana poświęcała powodowi swój czas, towarzystwo i zaangażowanie w związek, w zamian za co otrzymywała wsparcie finansoweźródło: ShutterStock

Sąd: dokonywanych na konto kochanki wpłat nie można uznać za darowizny.

Reklama


ANALIZA WYROKU

Stan faktyczny

69-letni profesor, specjalista z zakresu prawa konstytucyjnego i praw człowieka, który od 40 lat pozostaje w związku małżeńskim, wdał się w romans z K.K. – młodszą od niego o ponad 20 lat. Poznali się na uczelni, gdzie kobieta uzupełniała swoje wykształcenie. Zaczęło się niewinnie, bo od rozmów o prawie. W miarę upływu czasu obie strony zaczęły coraz bardziej angażować się w znajomość. Profesor podwoził kobietę do domu, często się z nią kontaktował e-mailowo i telefonicznie. Aż w końcu relacja przerodziła się w stały intymny romans. Mężczyzna spędzał swój czas wolny z K.K. i jej córkami. Wspierał ją również finansowo – wpłacał na jej konto pieniądze, uregulował zaległe rachunki, sfinansował podręczniki szkolne i obiady jej dzieci, a także obóz wakacyjny córki. Zaproponował również kochance pracę w charakterze asystentki z miesięcznym wynagrodzeniem w wysokości 3 tys. zł brutto. W większości przelewy, które szły na konto K.K., dokonywane były z rachunku wspólnego małżonków.

W pewnym momencie o romansie dowiedziała się żona profesora. Wcześniej niczego nie podejrzewała, bo nie zapoznawała się z wyciągami z konta. A kwota w sumie wpłacona na rzecz K.K., po kilku miesiącach znajomości, zdążyła urosnąć do kilkudziesięciu tysięcy złotych. Małżonkowie, chcąc odzyskać pieniądze, wystąpili przeciwko kobiecie na drogę prawną. Ich pełnomocnik wskazał, że darowizny na rzecz K.K. były dokonywane z majątku wspólnego, bez zgody drugiego współmałżonka, przez co są nieważne. W wezwaniu domagał się też zwrotu pożyczki w wysokości 7 tys. zł (przelew o takim tytule jednorazowo otrzymała pozwana).

Sąd Okręgowy w Warszawie ocenił, że powództwo w przeważającej części jest niezasadne i podlega oddaleniu. Uznał jedynie roszczenie dotyczące zwrotu pożyczki (sygn. akt XXV C 1269/14).


Pozostało jeszcze 72% treści

Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc 97,90 zł
Zamów abonament

Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję
Więcej na ten temat

Reklama


Artykuły powiązane

Polecane

Reklama

Komentarze (8)

  • ma(2016-12-31 10:24) Zgłoś naruszenie 222

    Idiota, profesor oczywiście

    Pokaż odpowiedzi (1)Odpowiedz
  • Adam(2016-12-31 12:26) Zgłoś naruszenie 201

    Jak to ładnie brzmi - zaczęło się od niewinnych rozmów o prawie.jasne

    Odpowiedz
  • bo to umowa wzajemna była(2017-01-01 10:22) Zgłoś naruszenie 170

    Profesor myślał, że sobie za darmo pociupcia, przeliczył się.

    Odpowiedz
  • prof.Henryk(2016-12-31 15:28) Zgłoś naruszenie 152

    to pikuś. Ja, kiedyś swojej kochance - studentce poręczyłem kredyt studencki w łącznej kwocie 20 000 zł. Mówiła mi, że nie chce ode mnie żadnych pieniędzy. "Studentka" studia skończyła, pojechała w świat, ja znalazłem inne "studentki" a po kilku latach zgłosił się do mnie komornik - bo "poręczyłem kredyt", który nie został spłacony... Z kosztami /odsetki itp./ wyszło mi to ok. 50 000 zł

    Pokaż odpowiedzi (2)Odpowiedz
  • gb0r(2017-01-02 14:01) Zgłoś naruszenie 63

    ciekawie pod jakim tytułem kochanka te wpłaty powinna zgłosić do skarbówki

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Galerie

Wyszukiwarka kancelarii

SzukajDodaj kancelarię

Polecane

Reklama